Blog > Komentarze do wpisu
Ze śmiercią mu do twarzy

S. Hamilton

Kolejna odsłona przygód prywatnego detektywa Alexa McKnighta nie przynosi wielu niespodzianek. O pierwszych wrażeniach związanych ze spotkaniem z tą postacią pisałam tu. Dałam sobie ponad miesiąc oddechu zanim przystąpiłam do lektury kontynuacji.

Alex McKnight nadal mieszka w Raju. Nadeszła zima, spadł śnieg (nic nowego na tej szerokości geograficznej) -  zamarźnięte jeziora, irytujący miłośnicy skuterów, zaspy po pas, konieczność ciągłego odśnieżania, a jak utkniesz gdzieś samochodem w czasie zadymki, to masz szansę poczekać do wiosny. Skąd my to znamy? :)

Alex chce zrezygnować z pracy prywatnego detektywa. Niestety - nemesis pod postacią klientki - pięknej (jakże by inaczej...) Indianki - która prosi go o pomoc a następnie znika z jednej z jego chat - upomina się o niego. Od tej pory rozpoczyna się nowa gra - i choć Alex marzy z całego serca o zaciszu domu, cieple kominka i łyku kanadyjskiego piwa - jego nieuleczalna chęć pomocy bliźniemu i talent do wpadania w kolejne kłopoty są silniejsze od jego fantazji.

Alex McKnight... W drugim tomie przygód odsłania się przed czytelnikiem w całej okazałości pierdołowatość tej postaci. Przepraszam, ale Alex McKnight to według mnie (parafrazując A. Pereza - Reverte*) pizduś-plastuś z przekroczonym terminem ważności. Nie wiem skąd się biorą tacy mężczyźni? Rodzą się? Są produktem naszego społeczeństwa? Brak mi palców na obu rękach, żeby policzyć sytuacje narażenia na życie, w które ten pierdoła się pakuje i z których (cud!) wychodzi bez szwanku albo lekko poobijany. Do tej pory myślałam, że taka "karma" to domena kobiet-agentek, detektywów rodem z powieści Alex Kavy albo Tess Gerritsen. Myliłam się.

Alex to życiowy nieudacznik, który zamiast zakochać się w kobiecie z silnym instynktem macierzyńskim, która by mu zawiązała śliniaczek pod brodą i nakarmiła kaszką, podała piwo i kapcie, otacza się kobietami fatalnymi, modliszkami, które tylko przyprawiają go o palpitacje serca i nieustanne problemy.

McKnight jest jak dziecko we mgle. Bije głową w mur, daje się obijać i uśmiecha się przy tym bezbronnie - "no co ja na to poradzę, że taki ze mnie facet z kompleksem bohatera?". Tak, tak - uśmiecha się - bo (na szczęście!) nie jest pozbawiony specyficznego poczucia humoru i pewnej dawki autoironii. Ma świadomość swoich ograniczeń i śmiesznostek, co jednak zupełnie nie przekłada się na jego postępowanie.

Trafną charakterystykę McKnighta prezentuje jeden z bohaterów powieści:

"(...) Myślałem, że cię rozgryzłem. Byłeś do niczego jako bejsbolista. Nie sprawdziłeś się jako gliniarz. Jesteś załamanym, samotnym, żałosnym facetem, więc rekompensujesz to sobie, zachowując się jak twardziel i na wszystkich drąc mordę. Dotąd rozumiem. (...) Wiem, że nie jesteś w połowie tak sprytny, jak ci się wydaje. Tylko nigdy nie przypuszczałem, że jesteś tak cholernie głupi."

Nic dodać, nic ująć.

Na szczęście obok naszego bohatera mimo woli pojawiają się inne postaci. Cieszę się, że Hamilton postanowił rozwinąć wątek Mavena i Prudella.

Maven to szeryf "jak z obrazka" ;) Wyobrażam go sobie jako zwalistego tłuściocha o twarzy wytytłanej w hamburgerze nad wielkim kuflem spienionego piwa. I wyglądem, i mentalnością bardziej przypomina mi kierowcę ciężarówki, ale najwyraźniej amerykańska prowincja potrzebuje takiego stróża. To postać nakreślona grubą kreską. Alex i Maven są typowymi "frienemies". Ciekawa jestem jak ich relacje będą się układać w dalszym ciągu cyklu i czy przypadkiem w siódmej części nie stukną się - zamiast głowami - butelkami kanadyjskiego piwa ;)

Kim byłby detektyw bez partnera? Sherlock Holmes ma u swego boku nieodłącznego Watsona, poczynaniom Poirota towarzyszy Arthur Hastings. Alex McKnight ma Leona Prudella. Pełnego entuzjazmu, niespożytej energii, pieszczącego pragnienie bycia detektywem - zwyczajnego faceta, który stara się zrealizować swoje największe marzenie. McKnight traktuje go z pewną pobłażliwością, jak psiaka, który nieustannie podaje patyk właścicielowi i nachalnie zachęca go do zabawy. Prudell ma inne cechy psa - jest wierny, jest lojalny i w pełni oddany.  Jego znajomość z McKnightem zaczęła się od bójki - w drugim tomie ponownie nawiązują współpracę, ale na nieco innych zasadach. Mam nadzieję, że Hamilton będzie rozwijał wątek tej postaci i że nie uśmierci jej głupio np. w czwartej części. Fajtłapowaty, ale tylko z pozoru Prudell - obok Mavena - stanowi doskonały kontrast dla mamałygowatego Alexa.

Hamilton w swojej powieści po raz kolejny stara się udowodnić, że nic nie jest takie, jakie się wydaje. Przyjaciele kryją sekrety i nie zawsze działają na naszą korzyść. Wrogowie nie zawsze są tacy straszni, jak ich sobie wymalowaliśmy. A prowincjonalne i sielskie miasteczko kryje w sobie potencjał kryminalny, który zaprzecza sielskiej wizi rodem z pocztówek bożonarodzeniowych.

Zbrodnia i prowincja. Zauważyliście, jak często współcześni autorzy osadzają akcję swoich kryminałów w miejscach zapomnianych przez Boga i ludzi? Małe wsie, niewielkie miasteczka - które można przejsć spacerem wzdłuż i wszerz w ciągu godziny? Mankell, Lackberg, Link, Grimes, Schenkell, nieśmiertelna Agatha Christie z upodobaniem umieszczają morderstwa, kradzieże, gwałty, przekręty w scenerii prowincji. Scenerii, która wydawało się, że powinna być azylem bezpieczeństwa i miejscem ucieczki przed światem. Fascynuje mnie ten potencjał kryminalny małych miejscowości - fascynuje, ale zarazem budzi niedowierzanie. Pochodzę z małej wsi i zapewniam, że poza okazjonalnymi kradzieżami, pobiciami, sporadycznie - samobójstwami, nie zdarzają się fascynujący psychopaci i dziwaczne zbrodnie. Ale - ostatecznie - natura ludzka ujawnia swoje mroczne zakamarki nie tylko w wielkimch miastach. W wielkich miastach po prostu występują one na wiekszą skalę. I przynajmniej teoretycznie - wieksza jest też szansa na ukrycie występków, zagubienie się w anonimowym tłumie.

Nadal nie rozumiem, dlaczego Hamilton został tak szczodrze obyspany nagrodami i dlaczego na okładce nie pojawi się jakaś stosowniejsza zapowiedź treści. Ale - czuję się przed tym wyznaniem jak kobieta oglądająca siłą rozpędu 4523 odcinek "Mody na sukces" - sięgnę po kontynuację przygód McKnigta. Z ciekawości doprawionej nutką masochizmu (mężczyźni tacy jak McKnight działają na mnie jak płachta na byka). Jestem ciekawa, jak i czy będzie zmieniała się postać głównego bohatera. Jestem ciekawa kiedy i czy w ogóle McKnight wybierze się na polownie - zwłaszcza, że autor w "Zimie pełni księżyca" dodatkowo buduje napięcie z tym faktem związane. Wreszcie - jestem ciekawa, czy seria obroni się jako całokształt. (Wcale nie jestem tak cyniczna, jak mogę się wydawać - w przypadku książek Hamiltona odkrywam w sobie niewyczerpane pokłady optymizmu ;)). Jestem ciekawa, a ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła. Oby nie było to piekło czytelników.

Powyższa deklaracja nie zmienia jednak faktu, że z zakupem kolejnej części wstrzymam się dopóki nie natrafię na naprawdę fantastyczną promocję ;)

 

 

*) Zainteresowanym sądami Pereza-Reverte na temat współczesnych kobiet i współczesnych meżczyzn oraz innych tematów polecam zbiór jego felietonów "Życie jak w Madrycie"... Mądre, ironiczne, prześmiewcze, prawdziwe. Niewielu znam autorów, którzy potrafią posługiwać się wulgaryzmami tak stosownie i z wyczuciem jak ten hiszpański pisarz. Jeden z moich ulubionych autorów :)

niedziela, 03 kwietnia 2011, j.szern

Polecane wpisy