Blog > Komentarze do wpisu
W cieniu Boya

Tadeusz Boy Żeleński

W Alfabecie wspomnień Antoniego Słonimskiego znajdziemy o Boyu takie wspomnienie:

Nie zna historia literatury europejskiej pisarza, który by tak swą osobowością nasycił współczesne mu piśmiennictwo, który by w tylu odrębnych dziedzinach twórczości literackiej zajmował miejsce tak znaczne.

Jako poeta, autor „Słówek”, zostanie Boy niezrównanym satyrykiem, łączącym sentyment z dowcipem, żartobliwość z melancholią. Osiągnął w tej dziedzinie nieczęsto spotykaną chwałę wzbogacenia języka. Wdarł się do mowy potocznej; cytaty ze „Słówek”, jak przysłowia, stały się własnością powszechną i niemal ludową.

Jako tłumacz jest Boy fenomenem nie spotykanym w innych literaturach. Dał on Polsce całą – bez przesady – literaturę francuską. Dał Polakom myśl Pascala i Descartesa, poezję Villona, Racine’a, Musseta. Teatr Corneille’a i Moliera, prozę Rabelais’go, Diderota, Stendhala, Flauberta, Balzaca i Prousta. Przetłumaczył około dwustu tomów najcelniejszych w piśmiennictwie francuskim, oparzył je przedmowami i komentarzami. Zaludnił imaginację Polaków bohaterami francuskiej literatury, zostawił trwałe wzory konstrukcji łacińskiej, mądrości łączącej się z wdziękiem i realizmu uskrzydlonego poetycznością.

Wydawać się mogło, że tymi setkami wspaniałych przekładów wypełni pustkę, która mu przeszkadzała własne tworzyć dzieła. W zmienionym przez swą pracę tłumacza klimacie literackim zaczyna Boy budować własną filozofię. Nie jest nigdy krytykiem teatralnym w zwykłym tego słowa znaczeniu. Pisząc o sztukach szuka zagadnień moralnych i wypełnia dziesiątki tomów rozważaniami na temat człowieka. Sięga do historii i jednocześnie oświetla najbardziej palące zagadnienia aktualności. Ożywia brąz pomników i wypowiada zakłamaniu, walczy o reformę obyczajów, o prawa kobiety, zakłada poradnie lekarskie, gnany niezmordowaną pasją służenia ludziom i głoszenia prawdy.

 

W ramach wyzwania literackiego „Od zmierzchu do świtu” postanowiłam sięgnąć również po zbiór tekstów publicystycznych Tadeusza (Boya) Żeleńskiego, zebranych w tomie Reflektorem w mrok. Książka ta nie była mi zupełnie nieznana – była zawsze w pobliżu, bo od czasu do czasu lubiłam podczytywać wybrane teksty. Boy jest mistrzem pióra, przeuroczym i dowcipnym gawędziarzem gwarantującym nie tylko salwy śmiechu, ale również solidną porcję wiedzy oraz materiałów do przemyśleń.

Tytuł tomu, w którym zawarto wybór publicystyki Tadeusza (Boya) Żeleńskiego wydaje się być w tym kontekście istotny. Czy Boy pisze o Młodej Polsce, czy dotyka kwestii obyczajowych – na serio lub z przymrużeniem oka, czy też znów pisze o naszych pisarzach znanych i autorytetach literackich, czy publikuje teksty, które były częścią jego kampanii na rzecz świadomego macierzyństwa  – przyświeca mu zawsze jedna myśl – rzucić nowe światło na omawiane zagadnienie, wydobyć je z zapomnienia. Tytułowy mrok ma wiele wymiarów. Będzie to mrok pamięci, kiedy utrwala na kartach wspomnienia o swoich towarzyszach z czasów Zielonego Balonika i krakowskiej bohemy. Będzie to mrok polskiego ciemnogrodu – kiedy z taktem i wyczuciem, ale również nieustępliwie, walczy o prawo kobiety do świadomego macierzyństwa. Będzie to wreszcie mrok historii literatury, która windując twórców na pomniki lubi spychać w zakamarki niewygodne fakty, które by mogły przeszkodzić w procesie ich „brązowienia”. Jak pisze o Boyu Makowiecki: Czegokolwiek się tknie, rozjaśnia i wyostrza w pełnym świetle racjonalizmu, by – parafrazując tytuł jego zbioru sprawozdań teatralnych „Reflektorem w serce” – bić skupionym światłem reflektora swobodnej myśli ludzkiej w mrok fałszu, wmówień i zła.

Ideę tekstów publicystycznych Boya świetnie ujmuje Makowiecki we Wstępie do tomu Reflektorem w mrok:

Jego uporczywe utrzymywana postawa rewizji i przekory jest nieodmiennie wyrazem sprzeciwu wobec wszelkiej mitologizacji, wobec przedkładania formy nad treść, wobec wszelkich ograniczeń stawianych swobodnej myśli ludzkiej przez konwenans społeczny, obyczajowy, kulturowy. Świadomość tej merytorycznej jedności działań rozmaitych – wszystkich jednak skierowanych przeciw rutynie, skostnieniu intelektualnemu i skostnieniu norm moralnych, przeciw absurdom życia współczesnego – miał sam Boy, gdy pisał: „Kiedy mi wymyślano za >>rozwody<< siedziałem po uszy w Mickiewiczu, kiedy mi wymyślano za Mickiewicza, ja  pisałem o przerywaniu ciąży; kiedy mi będą wymyślali za przerywanie ciąży, będę ślęczał nad wydawaniem listów Żmichowskiej, czy ja wiem zresztą nad czym… Skutek jest taki, że wszystkie te wyzwiska spływają mi się w jedne głos. I nie jest to bez głębszej filozofii. Bo przedmioty się zmieniają, ale istota rzeczy pozostaje jedna i wszystkie te moje rozmaite kampanie to tylko różne >>odcinki<< jednego i tego samego frontu”.

Boy jako polemista jest ironiczny, zdystansowany, przenikliwy i taktowny. Pomimo poczucia humoru nigdy nie „wali na odlew” w przeciwnika. Owszem, bywa złośliwy – ale daleko mu do poniżania adwersarzy, jakby wychodził z założenia, że sami sobie doskonale poradzą w tej kwestii.

O reakcjach na artykuły Boya wspomina Słonimski w cytowanym już Alfabecie wspomnień:

Boy zwalczany był przez kołtuństwo za swoją akcję świadomego macierzyństwa. Organizowano hece na jego odczytach. Pisał o swojej awersji do krzeseł przystawianych na zbyt wypełnionej sali, gdyż w odróżnieniu od krzeseł zwykłych łatwo mogą być użyte przeciw prelegentowi. Nazywano go ambasadorem kultury polskiej, czczono go na wynos, a znieważano na miejscu.

Niedawno przypomniałam sobie uroczą powieść Marii Pruszyńskiej, Przyślę panu list i klucz, gdzie znalazłam taki fragment na temat Boya, którego artykuł zawarzył na życiu jednej z bohaterek:

Boy nie miał szczęścia do ludzi ograniczonych. Jeżeli ruszył jakieś społeczne zagadnienie i rozwijał je z genialną wprost logiką, natychmiast rzucano się na niego z nienawiścią i furią. W latach międzywojennych był jak czerwona płachta na byka. Rozjuszonym bykiem była rodzima dulszczyzna.

Artykuły Boya odbierały rozum i inteligencję jego przeciwnikom. Nie umieli ich czytać logicznie i spokojnie. Stąd masa polemik, dostarczających uciechy obserwatorom, gdy dzięki ciętemu językowi Boya przeciwnicy jego wychodzili z tych zapasów ośmieszeni często na długie lata.

Szczególnie trudnym momentem w życiu Boya publicysty był okres walki o świadome macierzyństwo – czas polemik prasowych, ale również czynów – zakładania poradni, wygłaszania odczytów. Otrzymywał wtedy dzień w dzień po kilka listów – najczęściej anonimowych – wypełnionych wyzwiskami i pogróżkami.

W ostatnim numerze „Książek” postać Boya przewija się dwukrotnie przez opublikowane tam teksty. Tym bardziej – warto jest sięgnąć po tom Reflektorem w mrok i odkryć, jak współczesnym autorem jest Tadeusz (Boy) Żeleński. W czasie, gdy po raz kolejny przez parlament i przez gazety przetacza się spór na temat ustawy o całkowitym zakazie aborcji, słowa Boya z czasów jego kampanii brzmią szczególnie aktualnie. Warto pamiętać, że są to słowa napisane prawie osiemdziesiąt lat temu…

Ten wpis miał się ukazać wczoraj – a data wybrana została nieprzypadkowo. 4 lipca przypadała bowiem 70 rocznica śmierci Boya. Czas okupacji spędził we Lwowie, który w 1939 roku został zajęty przez Rosjan. W 1941 roku do miasta wkroczyli Niemcy. W nocy z 3 na 4 lipca Boy został aresztowany i rozstrzelany z grupą profesorów lwowskich uczelni i ich rodzinami na Wzgórzach Wuleckich. Nieznane jest miejsce jego pochówku.

Ponieważ w jednym wpisie trudno jest streścić dorobek Boya – nawet jeśli dotyczy to wyboru jego tekstów z tomu Reflektorem w mrok, postanowiłam, że stanie się on zaledwie zaczątkiem projektu, który tej postaci poświęcę. W najbliższych miesiącach – pomiędzy recenzjami, wpisami o poezji i o czytaniu – będę pisała o poglądach Boya oraz o jego dorobku – publicystycznym, translatorskim, poetyckim… Dodam też anegdoty i wspomnienia tej postaci poświęcone. Niech to będzie mój prywatny „pomnik” postawiony w Internecie człowiekowi, który nie raz mnie bawił i uczył. Osobie, którą szanuję i podziwiam – jako człowieka, i jako twórcę. O której mogę powiedzieć – a z trudem piszę te słowa, bo mam świadomość ich wagi – że jest dla mnie autorytetem. Wreszcie – osobie, której brakuje mi w dzisiejszych czasach i za której cieniem nieustannie się rozglądam.





wtorek, 05 lipca 2011, j.szern

Polecane wpisy