Zakładki:
Przeczytane
Uczestnicy
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bujaczek | Montgomerry | Plany | nie | poezja
RSS
środa, 27 kwietnia 2011
"Ostatnia noc jej życia" Maureen Jennings

Już sama dobrze nie pamiętam kiedy, rok, a być może nawet i dwa lata temu, stacja ale kino! zaprezentowała trzy filmy, a następnie cały serial o detektywie w wiktoriańskim Toronto, który poza tym że był katolikiem, a na miejsce zbrodni dojeżdżał rowerem, stosował nowatorskie techniki śledcze takie, jak odcisków palców. Zainteresował mnie niesamowicie ten detektyw, postać ciekawa, pełna gracji, z otwartym umysłem. Filmy podobały mi się nieco bardziej, miały mroczniejszy klimat, ale i serial oglądałam z dużą przyjemnością (zdaje się, że powstaje obecnie kolejna seria). Myślałam wtedy, że chciałabym przeczytać książki, na podstawie których stworzono serial. I proszę bardzo, teraz mam okazję się z nimi zapoznać. Cuda się jednak zdarzają.

Pewnej zimowej, śnieżnej nocy, zostaje znalezione przez konstabla nagie ciało młodej dziewczyny. Do rozwiązania sprawy zostaje skierowany młody detektyw, William Murdoch. Wszystko wskazuje na to, że dziewczyna była porządną młodą kobietą, skąd zatem jej ciało znalazło się na ulicy?

Oryginalna nie będę: książka mi się podobała tak, jak większości z blogowiczów, których recenzje czytałam. Dlaczego mi się podobało? Może dlatego, że lubię klasyczne kryminały. Może dlatego, że przepadam za wiekiem XIX. Tak czy siak, lektura Ostatniej nocy jej życia przyniosła mi wiele przyjemności. Czyta się ją szybko, bo sprawnie jest napisana, choć akcja nie goni akcji, zagadka natomiast mimo, że nie jest jakoś bardzo oryginalna, ciekawi. W dodatku Jennings przedstawia nam w swojej książce różne światy wiktoriańskiego Toronto. I biednych chłopców-gazeciarzy, i prostytutki, i służących, i lekarzy, i dżentelmenów.
O co mogę mieć pretensje, to że nie ma w niej aż tylu szczegółów z życia XIX wiecznego Toronto. Dla mnie mogłoby być w tej książce więcej opisów ulic, ludzi, więcej smaczków z tego okresu. Ale w końcu jest to kryminał, nie powieść historyczna. I jak dla mnie było jeszcze za mało tego Murdocha, którego znam z serialu i filmów, głównie za mało było nauki i stosowania nowinek technicznych. Ale może z czasem to się zmieni. Czekam także z niecierpliwością na pojawienie się nowych bohaterów.

wtorek, 19 kwietnia 2011
"Noc w bibliotece" A. Christie

 

Królowej kryminału chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Jest nią bezapelacyjnie od dawna Agatha Christie. Wszystkie jej powieści zawsze są świetną lekturą. Intryga jest przemyślana, pełna zagadek, podejrzanych zawsze kilku, a detektyw prowadzący sprawę zazwyczaj na długo przed końcem książki wie, kto jest przestępcą. Czytelnik jest najczęściej tak zagmatwany, że z rozwiązaniem zagadki jest daleko w tyle. Oto chyba głównie chodzi w kryminałach, by próbować, kombinować, rozmyślać, chcieć wytropić sprawcę, ale jednak zawsze na koniec być zaskoczonym. Tego w kryminałach Christie możemy się zawsze spodziewać.

Pewnego ranka w bibliotece pułkownika Bantry’ego służąca znalazła ciało młodej dziewczyny. Nikt z mieszkańców rezydencji nie przyznaje się, by kiedykolwiek widział ofiarę na oczy. Wiadomość roznosi się po okolicy, fakty stawiają pułkownika w bardzo negatywnym świetle. Przecież nie jest już młodym mężczyzną, ma żonę, ustabilizowaną pozycję społeczną, a tu taka wpadka. Sprawy nie poprawia wiadomość o tożsamości dziewczyny. Do akcji wkracza policja, ale także panna Marple, którą sprowadziła żona Bantry’ego. W czasie śledztwa wychodzi na światło dzienne coraz więcej informacji związanych z denatką. Tym samym rośnie krąg podejrzanych, jednak większość z nich ma pewne alibi. Policja jest w kropce, panna Marple także nie znajduje punktu zaczepienia. Jednak podczas pewnej rozmowy trafia na ślad, który doprowadzi ją do mordercy…. Bo czasem ważniejsza jest umiejętność słuchania i kojarzenia faktów niż wszystkie policyjne procedury.

 

Całość recenzji TUTAJ.

niedziela, 10 kwietnia 2011
Pod gwiazdami smoka, Maureen Jennings

Oficynka, 2011

Liczba stron: 267

Druga część serii o Detektywie Murdochu potwierdza moją dobrą opinię o książkach Maureen Jennings. "Pod gwiazdami smoka" ponownie przenosi nas do Toronto końcówki dziewiętnastego wieku. Tym razem akcja powieści obejmuje miesiące letnie. Niezmiennie jednak pokazuje życie mieszkańców Toronto wywodzących się z klasy najuboższej, średniej (przede wszystkim policjantów) oraz ludzi zamożnych, otoczonych służbą.

W zapuszczonym domu zostają znalezione zwłoki starszej kobiety - Dolly Shaw. W pierwszej chwili Murdoch podejrzewa nieszczęśliwy wypadek, kobieta w chwili śmierci była pijana. Sekcja przeprowadzona przez doktor Ogden, jedną z pierwszych kobiet, które ukończyły wydział lekarski na uniwersytecie, wskazuje uduszenie jako przyczynę śmierci Dolly.

Ciąg dalszy na Agaczyta

piątek, 08 kwietnia 2011
Dag Solstad – Noc profesora Andersena

Dziwna książka.

Na pewno nie jest kryminałem, a tego można się spodziewać po przeczytaniu informacji na okładce:

Pål Andersen, pięćdziesięciopięcioletni profesor literatury i zdeklarowany ateista, spędza samotnie Wigilię w swoim mieszkaniu w Oslo (…) Obserwując przez okno budynek naprzeciwko, staje się przypadkowym świadkiem morderstwa: na jego oczach młoda, nieznana mu kobieta zostaje uduszona przez obcego mężczyznę. Profesor Andersen w pierwszym odruchu sięga po telefon, żeby zadzwonić na policję. Z powodów, które nie do końca sobie uświadamia, czuje jednak, że nie może tego zrobić i odkłada słuchawkę. Zamiast zgłosić zajście, zaczyna potajemnie obserwować mordercę.

To, że ta opowieść zaczyna się w wigilijny wieczór też jest bez znaczenia dla dalszych wydarzeń (chociaż można na tę książkę spojrzeć też i jak na współczesną, posępną wersję opowieści wigilijnej). Podobnie jak w tamtych opowieściach, ludzie są przeraźliwie samotni, tyle że świat w którym żyją jest taki, że się przeciw temu ani nie buntują, ani też nie szukają ciepła, czy bliskości.

Pål Andersen, po tym, jak nie zawiadomił policji, powoli oddala się od tych nielicznych ludzi, z którymi utrzymuje towarzyskie kontakty. Doskonale sobie zdaje sprawę z tego co zrobił. Niezrozumiałe jest dla niego, to dlaczego. Jeszcze większa zagadką jest to, że czas gdy można było to jeszcze "naprawić", spędził na rozważaniu, co powstrzymuje go od działania. Dyskutuje sam ze sobą, rozważa za i przeciw. Zastanawia się nad sobą, swoim pokoleniem, które po buntowniczej młodości, wygodnie urządzone wiedzie po części próżniacze życie. Niektóre z jego przemyśleń są nawet ciekawe. A że książka cienka, to nie zdążą znudzić.

To co ma ta książka wspólnego z kryminałem, to że równie szybko jak się ją czyta, chwilę później "wyparowuje" z głowy.

niedziela, 03 kwietnia 2011
Ze śmiercią mu do twarzy

S. Hamilton

Kolejna odsłona przygód prywatnego detektywa Alexa McKnighta nie przynosi wielu niespodzianek. O pierwszych wrażeniach związanych ze spotkaniem z tą postacią pisałam tu. Dałam sobie ponad miesiąc oddechu zanim przystąpiłam do lektury kontynuacji.

Alex McKnight nadal mieszka w Raju. Nadeszła zima, spadł śnieg (nic nowego na tej szerokości geograficznej) -  zamarźnięte jeziora, irytujący miłośnicy skuterów, zaspy po pas, konieczność ciągłego odśnieżania, a jak utkniesz gdzieś samochodem w czasie zadymki, to masz szansę poczekać do wiosny. Skąd my to znamy? :)

Alex chce zrezygnować z pracy prywatnego detektywa. Niestety - nemesis pod postacią klientki - pięknej (jakże by inaczej...) Indianki - która prosi go o pomoc a następnie znika z jednej z jego chat - upomina się o niego. Od tej pory rozpoczyna się nowa gra - i choć Alex marzy z całego serca o zaciszu domu, cieple kominka i łyku kanadyjskiego piwa - jego nieuleczalna chęć pomocy bliźniemu i talent do wpadania w kolejne kłopoty są silniejsze od jego fantazji.

Alex McKnight... W drugim tomie przygód odsłania się przed czytelnikiem w całej okazałości pierdołowatość tej postaci. Przepraszam, ale Alex McKnight to według mnie (parafrazując A. Pereza - Reverte*) pizduś-plastuś z przekroczonym terminem ważności. Nie wiem skąd się biorą tacy mężczyźni? Rodzą się? Są produktem naszego społeczeństwa? Brak mi palców na obu rękach, żeby policzyć sytuacje narażenia na życie, w które ten pierdoła się pakuje i z których (cud!) wychodzi bez szwanku albo lekko poobijany. Do tej pory myślałam, że taka "karma" to domena kobiet-agentek, detektywów rodem z powieści Alex Kavy albo Tess Gerritsen. Myliłam się.

Alex to życiowy nieudacznik, który zamiast zakochać się w kobiecie z silnym instynktem macierzyńskim, która by mu zawiązała śliniaczek pod brodą i nakarmiła kaszką, podała piwo i kapcie, otacza się kobietami fatalnymi, modliszkami, które tylko przyprawiają go o palpitacje serca i nieustanne problemy.

McKnight jest jak dziecko we mgle. Bije głową w mur, daje się obijać i uśmiecha się przy tym bezbronnie - "no co ja na to poradzę, że taki ze mnie facet z kompleksem bohatera?". Tak, tak - uśmiecha się - bo (na szczęście!) nie jest pozbawiony specyficznego poczucia humoru i pewnej dawki autoironii. Ma świadomość swoich ograniczeń i śmiesznostek, co jednak zupełnie nie przekłada się na jego postępowanie.

Trafną charakterystykę McKnighta prezentuje jeden z bohaterów powieści:

"(...) Myślałem, że cię rozgryzłem. Byłeś do niczego jako bejsbolista. Nie sprawdziłeś się jako gliniarz. Jesteś załamanym, samotnym, żałosnym facetem, więc rekompensujesz to sobie, zachowując się jak twardziel i na wszystkich drąc mordę. Dotąd rozumiem. (...) Wiem, że nie jesteś w połowie tak sprytny, jak ci się wydaje. Tylko nigdy nie przypuszczałem, że jesteś tak cholernie głupi."

Nic dodać, nic ująć.

Na szczęście obok naszego bohatera mimo woli pojawiają się inne postaci. Cieszę się, że Hamilton postanowił rozwinąć wątek Mavena i Prudella.

Maven to szeryf "jak z obrazka" ;) Wyobrażam go sobie jako zwalistego tłuściocha o twarzy wytytłanej w hamburgerze nad wielkim kuflem spienionego piwa. I wyglądem, i mentalnością bardziej przypomina mi kierowcę ciężarówki, ale najwyraźniej amerykańska prowincja potrzebuje takiego stróża. To postać nakreślona grubą kreską. Alex i Maven są typowymi "frienemies". Ciekawa jestem jak ich relacje będą się układać w dalszym ciągu cyklu i czy przypadkiem w siódmej części nie stukną się - zamiast głowami - butelkami kanadyjskiego piwa ;)

Kim byłby detektyw bez partnera? Sherlock Holmes ma u swego boku nieodłącznego Watsona, poczynaniom Poirota towarzyszy Arthur Hastings. Alex McKnight ma Leona Prudella. Pełnego entuzjazmu, niespożytej energii, pieszczącego pragnienie bycia detektywem - zwyczajnego faceta, który stara się zrealizować swoje największe marzenie. McKnight traktuje go z pewną pobłażliwością, jak psiaka, który nieustannie podaje patyk właścicielowi i nachalnie zachęca go do zabawy. Prudell ma inne cechy psa - jest wierny, jest lojalny i w pełni oddany.  Jego znajomość z McKnightem zaczęła się od bójki - w drugim tomie ponownie nawiązują współpracę, ale na nieco innych zasadach. Mam nadzieję, że Hamilton będzie rozwijał wątek tej postaci i że nie uśmierci jej głupio np. w czwartej części. Fajtłapowaty, ale tylko z pozoru Prudell - obok Mavena - stanowi doskonały kontrast dla mamałygowatego Alexa.

Hamilton w swojej powieści po raz kolejny stara się udowodnić, że nic nie jest takie, jakie się wydaje. Przyjaciele kryją sekrety i nie zawsze działają na naszą korzyść. Wrogowie nie zawsze są tacy straszni, jak ich sobie wymalowaliśmy. A prowincjonalne i sielskie miasteczko kryje w sobie potencjał kryminalny, który zaprzecza sielskiej wizi rodem z pocztówek bożonarodzeniowych.

Zbrodnia i prowincja. Zauważyliście, jak często współcześni autorzy osadzają akcję swoich kryminałów w miejscach zapomnianych przez Boga i ludzi? Małe wsie, niewielkie miasteczka - które można przejsć spacerem wzdłuż i wszerz w ciągu godziny? Mankell, Lackberg, Link, Grimes, Schenkell, nieśmiertelna Agatha Christie z upodobaniem umieszczają morderstwa, kradzieże, gwałty, przekręty w scenerii prowincji. Scenerii, która wydawało się, że powinna być azylem bezpieczeństwa i miejscem ucieczki przed światem. Fascynuje mnie ten potencjał kryminalny małych miejscowości - fascynuje, ale zarazem budzi niedowierzanie. Pochodzę z małej wsi i zapewniam, że poza okazjonalnymi kradzieżami, pobiciami, sporadycznie - samobójstwami, nie zdarzają się fascynujący psychopaci i dziwaczne zbrodnie. Ale - ostatecznie - natura ludzka ujawnia swoje mroczne zakamarki nie tylko w wielkimch miastach. W wielkich miastach po prostu występują one na wiekszą skalę. I przynajmniej teoretycznie - wieksza jest też szansa na ukrycie występków, zagubienie się w anonimowym tłumie.

Nadal nie rozumiem, dlaczego Hamilton został tak szczodrze obyspany nagrodami i dlaczego na okładce nie pojawi się jakaś stosowniejsza zapowiedź treści. Ale - czuję się przed tym wyznaniem jak kobieta oglądająca siłą rozpędu 4523 odcinek "Mody na sukces" - sięgnę po kontynuację przygód McKnigta. Z ciekawości doprawionej nutką masochizmu (mężczyźni tacy jak McKnight działają na mnie jak płachta na byka). Jestem ciekawa, jak i czy będzie zmieniała się postać głównego bohatera. Jestem ciekawa kiedy i czy w ogóle McKnight wybierze się na polownie - zwłaszcza, że autor w "Zimie pełni księżyca" dodatkowo buduje napięcie z tym faktem związane. Wreszcie - jestem ciekawa, czy seria obroni się jako całokształt. (Wcale nie jestem tak cyniczna, jak mogę się wydawać - w przypadku książek Hamiltona odkrywam w sobie niewyczerpane pokłady optymizmu ;)). Jestem ciekawa, a ciekawość to podobno pierwszy stopień do piekła. Oby nie było to piekło czytelników.

Powyższa deklaracja nie zmienia jednak faktu, że z zakupem kolejnej części wstrzymam się dopóki nie natrafię na naprawdę fantastyczną promocję ;)

 

 

*) Zainteresowanym sądami Pereza-Reverte na temat współczesnych kobiet i współczesnych meżczyzn oraz innych tematów polecam zbiór jego felietonów "Życie jak w Madrycie"... Mądre, ironiczne, prześmiewcze, prawdziwe. Niewielu znam autorów, którzy potrafią posługiwać się wulgaryzmami tak stosownie i z wyczuciem jak ten hiszpański pisarz. Jeden z moich ulubionych autorów :)

piątek, 01 kwietnia 2011
"Duchy w polskich zabytkach" J. Sobczak

Swój pierwszy wpis w nocnym wyzwaniu poświęcam duchom. One bardzo mocno kojarzą mi się z nocą :)

Od zawsze fascynowały mnie ruiny zamków i różnych budowli. Tym bardziej te, które posiadały własnego ducha czy inną zjawę. Z ciekawością słucham historii o tajemniczych miejscach i zjawiskach. Zebrałam już kilka pozycji książkowych na ten temat. Oczywiście w moim zbiorze nie mogło zabraknąć wspaniale wydanej książki Jerzego Sobczaka „Duchy w polskich zabytkach”.

Autor przybliża nam w 62 rozdziałach nawiedzane polskie zabytki. Opisuje nie tylko 54 zamki, ale także 7 pałaców, 1 dwór, 2 kościoły i 3 klasztory. W każdym rozdziale podaje takie informacje jak historię zabytku, jego właścicieli, wymienia znanych mieszkańców oraz oczywiście przedstawia nam ducha, który nawiedza dane miejsce. Przytacza także fragmenty relacji świadków, którzy widzieli zjawy. Dodaje to historiom wiarygodności i uprzyjemnia lekturę. Kolejny raz odświeżyłam sobie legendy znanych mi zamków, ale także poznałam nowe. Całość uzupełniona jest pięknymi fotografiami oraz starymi ilustracjami ukazującymi zarówno stronę zewnętrzną, jak i wewnętrzną zabytków. Na dodatkową uwagę zasługują ilustracje prezentujące kolejne rozdziały.

Cała recenzja TUTAJ.

Tagi: duchy
22:04, edith26
Link Dodaj komentarz »