Zakładki:
Przeczytane
Uczestnicy
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bujaczek | Montgomerry | Plany | nie | poezja
RSS
piątek, 11 marca 2011
Noc księżycowego pyłu - Sherryl Woods

Nie sądziłam, że kiedykolwiek sięgnę po harlequin. Ale jako, że ostatnio powieści Sherryl Woods stały się modne, (ileż recenzji już czytałam w ostatnich tygodniach) a wśród natłoku "pilniejszych" książek do przeczytania, zapominam o wyzwaniach literacki, to zrobiłam sobie króciutki przerywnik. Króciutki, bowiem książkę pochłonęłam w ramach dobranocki przed zaśnięciem.

Moją recenzję można przeczytać na blogu.

czwartek, 03 marca 2011
Dom dzienny, dom nocny - O. Tokarczuk

Autora często można rozpoznać po specyficznym stylu. W każdym jego dziele jest indywidualny ślad, kierujący czytelnika właśnie w stronę konkretnej osoby. Taką pisarką jest też Olga Tokarczuk. Każda jej książka zawiera ten charakterystyczny nastrój. Przemieszanie tajemniczości, ulotności, zwyczajności i prostoty. Tokarczuk to niedopowiedzenia, aktywne uczestnictwo czytelnika w odbiorze - w opisanych wydarzeniach.

"Dom dzienny, dom nocny" to szereg opowieści połączonych wspólnym elementem - Nową Rudą. Cała akcja skupia się wokół tych właśnie terenów i choć często wydarzenia dzieją się w różnym czasie, to każde z nich jest jakby dopełnieniem innego. Jak na Tokarczuk przystało, jej książka to strony pełne zdarzeń codziennych, wydawałoby się niegodnych uwagi. Autorka sprawia jednak, że te banalne ludzkie dni stają się najważniejsze.

Akcja, choć podzielona na liczne opowiadania, kierowana jest przez główną bohaterkę, mieszkankę śląskiej wioski, niejako obserwatora tamtejszej ludności. Książka ta dostarcza nam bogatą paletę bohaterów, jakże odmiennych, ale zmagających się z licznymi przeciwnościami. Każdy z nich ma bądź miał jakieś marzenia. Pragną oni wielu rzeczy: miłości, spokoju, dobrobytu, sławy.

Tytułowy dom dzienni dom nocny to sfery w jakich żyją ukazane postacie. Dzień to jakby czas, w którym zakłada się maskę, kiedy trzyma się marzenia i pragnienia na uwięzi. Jednak noc wyzwala to, co w dzień pozostawało w ukryciu. Wielką rolę odgrywają tu sny - nieświadomie wywołana iluzja własnych pragnień. To one przenoszą bohaterów w świat niezwykły, ale ciągle noszący znamiona dnia codziennego.

Tokarczuk stwarza wyśmienity klimat. Fantastycznie gra słowem, działa na emocje, snuje refleksje. Każda mała część książki, jest przesłaniem, nauką, analizą. Życie, to codzienne, staje się skarbnicą mądrości. Nie ma tu miejsca na sztuczną sentencjonalność czy nierealność. Każde wydarzenie i każdy człowiek wydaje się być nam znajomy. Wszystko to sprawia, że "Dom dzienny, dom nocny" jawi się jako książka niebanalna. Książka, którą się smakuje, która niesie wiele emocji. Problemem jest tylko czas - dzieła tego nie da się bowiem czytać szybko. Na każdym zdaniu trzeba skupić swoją uwagę, rozważnie wyciągać wnioski. "Dom dzienny, dom nocny" zapewne należy do książek, które zmieniają swoją treść wraz z dojrzałością czytelnika. Myślę, że każdy odbiera ją na swój indywidualny sposób, a wiek i doświadczenie są tutaj bardzo istotne.

 

Zapraszam na nenya89.blogspot.com

Biel nocy, Ann Cleeves

Amber, 2010

Liczba stron: 302

To moje pierwsze spotkanie z powieścią kryminalną autorstwa Ann Cleeves i mogę od razu zdradzić, iż na pewno nie będzie ostatnie. "Biel nocy" przenosi czytelnika na dalekie Szetlandy, oddalone od wybrzeży Szkocji o kilkanaście godzin przeprawy promowej. Tytuł książki ma potwierdzenie w treści, jako że fabuła zaczyna się i kończy w porze letniej, kiedy to nad wyspami przez całą dobę nie zapada noc.

Ciąg dalszy na Agaczyta

sobota, 26 lutego 2011
cztery kaprysy panny porządek

Bywam zmienna i kapryśna, ale bywam też nieustępliwa i stanowcza. Przykład? Już 16 lat nie czytam książki 'Północ w ogrodzie dobra i zła', ale pozwalam sobie na rozliczne kaprysy z nią związane.

mercer house savannah

Pierwszy kaprys: mieć film 'Północ w ogrodzie dobra i zła' dla siebie, w domu. To jest kaprys?? A jednak, bo pracowałam wtedy w wypożyczalni i każdego dnia miałam obok siebie kilka tysięcy płyt z filmami, które mogłam oglądać, kiedy tylko przyszła mi na to ochota, a więc jednak kaprys. Obejrzany przynajmniej osiem razy.

Drugi kaprys: pojechać tam. Mieszkać w jednym z tych starych, skrzypiących domów,patrzeć jak światło układa się jak na obrazach Hoppera i słuchać jak ludzie przeciągają samogłoski.Savannah jest piękna.

Trzeci kaprys: pudełko ciastek.

midnight in the garden of good and evil

Czwarty kaprys: zostawić sobie czytanie książki na bliżej nieokreślone później. Czemu? Przecież właśnie dla niej jestem w 'od zmierzchu do świtu'. A jednak.. 'trzeba zawsze coś sobie zostawić'. I ja sobie zostawiam. Jeśli jest dobra, ucieszy mnie nawet za kilkanaście lat (tyle czasu cieszę się filmem na jej podstawie). A jeśli tak niedobra, jak ciastka, które znalazłam w tym pięknym pudełku, to na razie nie chcę wiedzieć.
23:14, porzadek_alfabetyczny , nie
Link Komentarze (2) »
sobota, 19 lutego 2011
„TROCHĘ” STRASZNA BAŚŃ

CORMAC MCCARTHY
„W CIEMNOŚĆ”
(TŁ. MACIEJ ŚWIERKOCKI)
WYDAWNICTWO LITERACKIE, KRAKÓW 2011 

Przeczytałam tą książkę, a raczej wpadłam w nią po uszy. Zamknęłam oczy, a litery same wchodziły wszystkimi częściami ciała – czytałam rękoma, czytałam uszami, czytałam nosem… Tylko, że czuję się tak bardzo głupia… W tej książce jest tyle symboli, tyle odwołań, tyle motywów i toposów, że można czerpać pełnymi garściami, rwać, zaciskać w pięściach, wyciskać soki i pić… A ja wobec tego wszystkiego jestem tak mała. I mogę sobie tylko wyobrażać, że coś z tej książki zrozumiałam.
Fabuła jest jak wątek baśni. Tylko, że baśni wywołującej niepokój.
Pierwsze, co rzuca się w oczy to okładka. Przybrudzona, gorzka w smaku, zimna. To albo świt, gdzie noc dopiero zamyka oczy, albo koniec dnia, gdy ciemność otrząsa się z całodziennego snu. W każdym wypadku – mrok. W każdym wypadku – zamieranie. Nie-ruszanie. I trochę umieranie. Może na chwilę, może takie umieranie ze zmartwychwstaniem, ale jednak chwilowa nieżywość. Patrzę na okładkę, szczelniej otulam się kocem. Na karku czuję chłód. Dopiero po paru chwilach dociera do mnie, ze na okładce, niemal w centralnym punkcie, jest człowiek. Dreszcz przebiega szybko, prawie niezauważony.
Ja widzę w tej postaci Druciarza. Ale można w niej rozpoznać Brata. Albo Herszta Bandy. Lub Ślepca. Każdego napisałam z dużej litery, bo każdy jest dla mnie imieniem i symbolem (zresztą imiona padają rzadko w tej powieści), każdy mianem i charakterem. Bo to taka właśnie bajka…
O rodzeństwie. 
Rinthy w ciemnościach starej chaty rodzi chłopca. Jej Brat Culla zabiera go, niemal spomiędzy jej nóg, wynosi do lasu (czy to również jego syn?) Siostrze mówi, że chłopiec umarł. W rzeczywistości zostawił go pod drzewem, a potem wykopał grób, gdzie zaprowadził Rinthy. Dziewczyna rozdrapuje ziemię paznokciami i wie już, że to grób nieprawdziwy. Domyśla się, że niemowlę zabrał Druciarz, który przechodził obok w dzień porodu. Wyrusza w swoją podróż, by odnaleźć skarb. Jej skarbem jest dziecko, bo to pierwsza „rzecz”, jaka w życiu należy do niej. 
Swojego skarbu szuka też Culla. Jego skarbem jest siostra, która uciekła w świat, bo to z kolei jedyne, co posiada on. 
Nieskończone drogi, plączące się po tej dziwnej, ospałej, biednej Ameryce przełomu wieków – są jak nitki, które w zabawie przekładają między sobą dzieci. Drogi Rinthy i Culli przecinają się z drogami wszystkich stworów, które zwykle wychodzą ze złych snów. Jest banda rzezimieszków, którzy kradną Holmowi buty, jest Ślepiec, Zaklinacz węży, Demoniczny duchowny, Kłócące się małżeństwo, Lekarz, co przywraca nadzieję. Plejada bezzębnych lub bezokich, powykrzywianych, brzydkich ludzi nie-ludzi. Potwory i kilku dobrych pomiedzy tą rzeką jadu. 
Ale prawie żadna ze scen nie toczy się w nocy (prócz oddania dziecka długogałęznemu lasowi). Tak, jakby nocą wszyscy odpoczywali, jakby zrzucali z siebie swoje role, zwijali się w kłębek i szli spać. Jakby porzucali misje. Jakby noc brała ich w siebie i koiła. Paradoksalnie jakby „w ciemność” to było w „bezpieczeństwo” – wyszczerbiona, zupełnie odwrotna Ameryka.
I choć cała książka jest mroczna, dreszczotwórcza, to wchodzi się w nią z ciekawością, niemal perwersyjną – podgląda się broczącą mlekiem Rinthy, bosą, w poszukiwaniu swego skarbu; umęczonego Cullę, który maluje dach zieloną farbą; huśtających się na drzewie wisielców.
I każdy z nich z garścią znaczeń w kieszeni.
O ile kieszenie są im dane…

Moja ocena: 5/6

[Książkę otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Literackiego]

poniedziałek, 14 lutego 2011
"Nie-nocne" dylematy
W nocnym wyzwaniu nie mam szczęścia do nocy. Kolejna książka, którą przeczytałam, czyli Deszczowe noce Jodie Picoult, nie ma moim zdaniem nic wspólnego z tą porą. Oryginalny tytuł powieści brzmi "Mercy" (Miłosierdzie). Kompletnie nie wiem co tłumacz miał na myśli zmieniając ten tytuł..
Historia, w dużym stopniu ujawniona już przez wydawcę, opiera się na problemie : ile jesteś w stanie dla mnie zrobić?, gdzie są granice poświęcenia dla drugiej osoby, dla małżonka?
Ale tę opowieść można czytać jeszcze z innego punktu widzenia.
Mamy 2 małżeństwa z mojego pokolenia 30-latków. Jedni udają, że są ze sobą szczęśliwi, a drudzy po etapie szaleńczej miłości przeżywają tragedię nieuleczalnej choroby kobiety. Żadna z par nie ma dzieci, co już dużo mówi o tych związkach. Życie obu par splata się w dziwny sposób : mąż chorej kobiety jest bowiem dalekim kuzynem męża nieszczęśliwego w małżeństwie - w dzieciństwie bawili się razem, ale dopiero fotografia im obu o tym przypomniała. Mąż chorej kobiety o nielubianym przez mnie imieniu Jamie spełnia jej ostatnią prośbę, czym sprowadza na siebie kłopoty. I mówi coś, pod czym mogę się podpisać : w małżeństwie (związku) nie ma miłości pół na pół, zawsze jest na zasadzie ktoś kocha bardziej i ten procent "kochania bardziej" jest zmienny. Cameron, mężczyzna nieszczęśliwy w małżeństwie, nie potrafi kierować samodzielnie swoim życiem, pozwala nieść się losowi "tam, dokąd ty nie chcesz" - jedyne jego szczęśliwe chwile to czas tuż po studiach ale przed śmiercią ojca kiedy mógł podróżować. I to lubił. A po śmierci ojca poczuł zew obowiązku i z tego zwu wraca do rodzinnej miejscowości, żeni się z miejscową dziewczyną, którą, jak mu się wydaje, kocha, ale tak naprawdę nie zna, przejmuje kierowanie komendą policji po ojcu. Życie miasteczku jednak nie sprawia mu przyjemności, ciągnie go w świat. Kiedy pojawia się Mia - samotna seksowna obieżyświatka, Cameron poddaje się jej urokowi. Ale i ten związek nie ma przyszłości : Mii podoba się to co ma Cameron obecnie a Cameron marzy o wolności Mii. Nie do pogodzenia. Co na to żona Camerona?
Powieść czyta się szybko i sprawnie. Prosty komunikatywny język sprzyja oderwaniu się od rzeczywistości, jednak pomimo podjęcia trudnego tematu ta książka mnie nie uszlachetniła, nie dodała wartości. Nie umiem powiedzieć jak bym się zachowała w sytuacji Jamiego czy Camerona, bo "tyle wiemy o sobie ile nas sprawdzono" - dowiem się, kiedy życie postawi mnie przed takimi dylematami. A "Deszczową noc" można przeczytać, ale trzeba wiedzieć, że to literatura środka a nie wysokiej półki. 
niedziela, 13 lutego 2011
Erich Maria Remarque, "Noc w Lizbonie"

Dlaczego ludzie opowiadają historie ze swojego życia? Szukają potwierdzenia? Chcą, by inni ich zrozumieli czy sami w trakcie mówienia pragną coś zrozumieć?

Podczas czytania „Nocy w Lizbonie” pomyślałam sobie nagle, że autor na pewno był emigrantem, inaczej nie potrafiłby tak pisać o wykorzenieniu, ucieczce i czujności, której naucza strach. Sprawdziłam — po dojściu Hitlera do władzy Remarque został pozbawiony niemieckiego obywatelstwa i lata II wojny światowej spędził w USA. Wiem, wiem, że między autorem a fikcyjną osobą wypowiadającą się w utworze nie należy stawiać znaku równości, jednak to właśnie autor, sam zanurzony w jakimś świecie, tworzy powieściowy świat i cząstki tych rzeczywistości mogą się przenikać.

„Noc w Lizbonie”. Rok 1942. Jakiś człowiek w porcie patrzy na rzęsiście oświetlony statek, który jest wybawieniem, bo płynie do Ameryki. To ostatnia szansa ucieczki. Mężczyźnie kończy się zezwolenie na pobyt w Portugalii, gotówka i nadzieja. Bilety na parowiec pasażerski dawno już zostały wyprzedane. Zresztą ani on, ani Ruth nie mają wiz. Niespodziewanie zaczepia go mężczyzna i oferuje, że odda dwa bilety na statek. Pod jednym warunkiem. Nie chce być sam tej nocy i musi opowiedzieć swoją historię. O emigracji, nieustannej ucieczce, żonie Helenie, miłości, śmierci i czasie.

Ciąg dalszy tutaj.

sobota, 12 lutego 2011
"Nocna zamieć" Johan Theorin

Przypomnę, że "Zmierzch" Theorina mnie nie zachwycił, więc po "Nocną zamieć" sięgnęłam głównie z racji tego wyzwania. I dobrze. Theorinowi udało się napisać powieść o wiele lepszą. Nie jest to typowy kryminał, zagadka i jej rozwiązywanie odsunięta jest na drugi plan, co więcej właściwie do końca powieści nie wiemy czy faktycznie istnieje powód szukania mordercy czyli ofiara.

Małżeństwo Joakim i Katerine Westin przeprowadzają się ze Sztokholmu na Olandię - pragną uciec od zgiełku i anonimowości wielkiego miasta. Na Olandii kupują stare domostwo, które wcześniej służyło latarnikom. Zamieszkują tam wraz z dwójką dzieci. Pasją Joakima i Katerine jest renowacja domów - chętnie kupują stare, zrujnowane domostwa z duszą, którym przywracają dawną świetność. Podobne plany mają wobec Åludden - domu na Olandii.

Dalszy ciąg tutaj.

niedziela, 06 lutego 2011
Mika Waltari "Cztery zmierzchy"

Mika Waltari (1908-1979), zapomniany trochę i rzadziej dzisiaj czytany fiński prozaik. Znany przede wszystkim z powieści "Egipcjanin Sinuhe". Warto wspomnieć, że pisarz uprawiał wiele gatunków literackich, m.in. powieść historyczną, obyczajową, pisał także słuchowiska radiowe.  W ramach wyzwania czytelniczego odkryłam jego mało znaną powieść "Cztery zmierzchy".

Niewiekich rozmiarów książeczka (135 stron) łączy elementy realizmu i fantazji. Były fabrykant gwoździ doświadcza niemocy twórczej, jakiegoś niepokoju egzystencjalnego. Powieść dzieli się na cztery rozdziały, "Cztery zmierzchy" właśnie.

Na ciąg dalszy zapraszam na Lectorium.

Maureen Jennings "Detektyw Murdoch. Ostatnia noc jej życia"

Jak tylko dowiedziałam się o ukazaniu się tej książki na rynku, wiedziałam, że muszę ją przeczytać. I to nie tylko ze względu na wiktoriańskie czasy, w jakich rozgrywa się akcja kryminału - przede wszystkim przyciągnęło mnie miejsce akcji – dziewiętnastowieczne Toronto. Do tej pory epokę wiktoriańską poznawałam głównie za pośrednictwem środowiska brytyjskich bohaterów literackich, więc z niecierpliwością zacierałam ręce na poznanie nowych kulis.

Zima 1985r. Na jednej z niezbyt uczęszczanych uliczek Toronto zostaje znaleziona naga dziewczyna. Nie wygląda na prostytutkę a i okoliczności jej śmieci zdają się wskazywać, że zgon w wyniku zamarznięcia nie był przypadkowy. Okazuje się, że znaleziona dziewczyna to Therese Laporte, młoda służąca w domu rodziny Rhodesów. Śledztwo prowadzi William Murdoch, miejscowy detektyw, który po kolei przesłuchuje osoby związane z denatką: dwie prostytutki, w pobliżu domu których znaleziono dziewczynę, państwa Rhodes oraz ich syna Owena, ich służących a także narzeczoną Owena i jej ojca, radnego Shepcote. Sprawę komplikuje fakt, że dziewczyna była nie tylko odurzona opium ale i była w ciąży a jak okazuje się podczas śledztwa każda z osób z nią powiązanych ma coś do ukrycia…

Czytaj całość w Zaciszu Literackim

piątek, 04 lutego 2011
Nocna praca Jáchym Topol

Jedno postanowienie noworoczne pękło - w tym roku miałam  nie tracić czasu na kiepskie książki. A tu taka wtopa. W każdym razie jest to moja druga (po Siostrze) i ostatnia książka Jáchyma Topola.

O tego typu książkach mówię "za dużo słów". W dodatku w tej książce nie tylko za dużo jest słów, ale za dużo wszystkiego. Przede wszystkim bohaterów - plączą się w kolejnych opowieściach i anegdotach mając trudne do zapamiętania imiona, więc nawet gdy po jakimś czasie powracają, są trudni do zidentyfikowania. Samych wzajemnie przeplatających się wątków też za dużo.

Czechosłowacja, lato 1968 roku. Dwóch braci, mieszkańców Pragi, zostaje wysłanych do rodziny na wieś. Ich ojciec jest wynalazcą,. Jest na ubeckiej liście poszukiwanych i po wysłaniu synów znika. Od tego momentu chłopcy muszą sobie radzić sami. Wiejskie życie i wstrząsające tą społecznością konflikty. Mroczne, nie widoczne z zewnątrz tajemnice. Gry i zabawy, niejednokrotnie okrutne, dojrzewających dzieciaków. I docierający, nawet na tą zapadłą prowincję, niepokój związany z interwencją wojsk Układu Warszawskiego.

Problem w tym, że jest to napisane bez uroku i polotu i przeczytanie tej ksiązki - przynajmniej mnie - przyszło z dużym trudem.

czwartek, 03 lutego 2011
W. Szekspir "Sen nocy letniej" (w przekładzie S. Barańczaka)

„Sen nocy letniej” to komedia w 5 aktach, której rzecz się dzieje w Atenach i w pobliskim gaju. Książę Aten Tezeusz ma wkrótce poślubić Hipolitę, królową Amazonek. O rękę Hermii, córki Egeusza, starają się Lizander, którego kocha sama Hermia, oraz Demetriusz, którego woli Egeusz i w którym jest zakochana Helena. Mieszkańcy gaju mają inne problemy: król Elfów Oberon jest lekceważony przez królową Elfów Tytanię i chcę dać jej nauczkę. Z pomocą przyjdzie mu błazen Puk, jednak też bardzo przy tym namiesza w sercach i umysłach Hermii, Lizandra, Heleny i Demetriusza. Mamy też grupę rzemieślników, przygotowujących sztukę „Piram i Tyzbe” jako prezent ślubny dla księcia Aten. Mimo szczerych chęci, są to bardzo nieudolni aktorzy, ich gra, przekręcanie słów, niepotrzebne wstawki w tekst przygotowywanej sztuki to dla mnie najśmieszniejsze momenty tej komedii („Tyzbe, te wonie wioną z pachy kmiecia…”). Cała rzecz jest lekka, czyta się bardzo przyjemnie i szybko. Tytułowa letnia noc jest tu domeną leśnych duszków, porą ich psot i swawoli, ale również porą na to, by wyprostować to, co się splątało i pobłogosławić śpiącym ludziom, nieświadomym istnienia równoległego bajecznego świata. Dalej

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10