Zakładki:
Przeczytane
Uczestnicy
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bujaczek | Montgomerry | Plany | nie | poezja
RSS
środa, 02 lutego 2011
"Zmierzch" - Johan Theorin

Książka nawet mi się podobała, dwa dni zajęło mi jej przeczytanie, co w ostatnich miesiącach jest nie lada osiągnięciem. Jest to kryminał składający się z dwóch wątków: niesamowitej retrospektywnej opowieści o złym chłopcu  z Olandii oraz o rodzinie próbującej wyjaśnić zagadkę zaginięcia innego chłopca. Nie podobała mi się jednak na tyle, bym była w stanie napisać składną recenzję. Może więc spróbuję w punktach:

NA PLUS:

+ ciekawa historia Nilsa Kanta, poprowadzona według najlepszych zasad scenarzystów "Rzymu": im bardziej kogoś nie znosisz, tym bardziej jest ci go żal na końcu. I vice versa zresztą, ale to już byłby zbyt wielki spoiler;

+ niezły pomysł na główną intrygę, która co prawda nie była bardzo skomplikowana, ale zaskoczyło  mnie jej rozwiązanie.

NA MINUS:

- opisy: naprawdę spodziewałam się czegoś rewelacyjnego, biorąc pod uwagę zachwyty na innych blogach, a Theorin w tej materii nie dorasta nawet do pięt takiej Tove Jansson z "Doliny Muminków w listopadzie";

- Gerloff: nie dość, że mocno irytujący to jeszcze okazujący się być olandzkim Sherlockiem Holmesem. Poza tym jego tajemniczość działała mi mocno na nerwy;

- niskie chwyty mające na celu podniesienie ciśnienia czytelnika. Zdanie "Nie wiedziała, że gdy następnym razem zobaczy ojca, będzie on umierający" przyprawiło mnie o zgrzyt zębów;

- brak wiarygodności głównej bohaterki, która z dnia na dzień przestała być alkoholiczką;

- wątek Andersa.

Po kolejną książkę Theorina raczej nie sięgnę.

wtorek, 01 lutego 2011

" White Nights" – Ann Cleeves



"White Nights" to druga ksiazka z detektywem Jimmy Perezem dziejaca sie na Szetlandach. Lokalne artystki Bella Sinclair i Fran Hunter zorganizowaly wspolna wystawe swoich prac w galerii/kawiarnii na posiadlosci Belli w malej wiosce Biddista. Atmosfere wystawy zaklocila dziwnie niska frekwencja i wydarzenie z obcym, starszym mezczyzna twierdzacym, ze nie pamieta jak sie tutaj znalazl. Kiedy detektyw proponuje mu pomoc obcy korzysta z nieuwagi i znika, na drugi dzien jego cialo zostaje znalezione w plazowej szopie. Okazuje sie, ze to morderstwo, a Jimmy wkrotce odkrywa, ze zmarly byl odpowiedzialny za rozdawanie ulotek w dniu wystawy, informujacych, ze wystawa zostala odwolana z powodu smierci czlonka rodziny. Jaki byl motyw tego zlosliwego dzialania? czy mieszkancy wyspy pamietaja go z przeszlosci i czy ostatnie wydarzenia polaczone sa ze znalezieniem kosci z wypadku sprzed kilkunastu lat?

Mimo, ze plot fabula ksiazki nie jest skomplikowana i nie tak trudno odgadnac zagadke, to jest to wspaniala lektura ukazujaca uroki okolic, wiez, izolacje i mentalnosc mieszkancow osady. Jest to portret spolecznosci, ktora stara sie radzic sobie ze zmianami starych sposobow zycia i pogodzic sie ze wspolczesnymi czasami. Seria obejmuje cztery tomy i jesli nastepne sa tak solidne, wypelnione zyciem (i ofiarami) to warto je przeczytac. 

Co się działo w bibliotece państwa B.?

Czy zastanawiałeś się kiedyś, co się dzieje nocą w twojej bibliotece? Może postacie z książek tylko czekają aż zaśniesz, żeby wyjść na spacer, porozmawiać z sąsiadami, dokończyć nieskończone przez autora wątki, albo - co gorsze - niekontrolowane przez pisarza dokonują zemsty, może trupy ścielą się gęsto… Wyobraźnia podpowiada różne ciekawe scenariusze, tak jak w „Nocy w bibliotece” Agathy Christie. W tej książce jednak nocne życie biblioteki jest bardziej namacalne - rano w bibliotece państwa Bantry służba odkrywa ciało młodej dziewczyny.

Na dalszy ciąg recenzji klasyki kryminału zapraszam
na mój blog.

niedziela, 30 stycznia 2011
Chłopięca noc
Po przeczytaniu "Nocnej zmiany" wiem na pewno nie tyle kim jestem, ile kim nie jestem. Jest to bowiem książka o losach 13-letniego chłopca wysłanego na wieś przez ojca z Pragi 1968 roku. Ondra pokazuje nam swoje dorastanie : fascynację dziewczyną, zauważa pracę ojca, czołgi na ulicach Pragi, różnorodność losów mieszkańców wioski. Ale, że ja nie jestem chłopcem to wiele z tych spostrzeżeń po prostu do mnie nie trafia. Na szczęście historie opowiada nie tylko Ondra : jest tu i milicjant, i Zuzka, i Romowie, i stara kobieta, nawet jeden z fragmentów przypisałabym matce chłopca. Ondra i jego brat Kamil, zwany Małym, wychowują się w trudnej rodzinie z mocno zaburzonymi układami rodzice-dzieci. Nie jest to oczywiście sytuacja sprzyjająca prawidłowemu rozwojowi. Mierziło mnie naużywanie słowa głupku przez chłopaków wsiowych. Na dodatek nadchodzą przełomowe politycznie chwile dla całej Czechosłowacji. Inwazja wojsk Układu Warszawskiego odciska swoje piętno nawet na małej wiosce w pobliżu granicy z Polską. Powieść nie jest napisana w sposób linearny, o zdarzeniach nie dowiadujemy się jedno po drugim, ale ich kolejność i skutki musimy sami wyczytać z różnych relacji. Koniec też nie jest jednoznaczny.
Wydawca zachęca do książki pisząc na okładce : "Trzecia powieść autora słynnej "Siostry" jest pasjonującą książką o młodzieńczej inicjacji i zarazem wnikliwym komentarzem politycznym. Zagadka kryminalnam zamiany społeczne, przejście z dzieciństwa w dorosłość, kontrast między nowoczesnym miastem i tradycyjną wsią - wszystkie te elementy stapiają się [...]." Z tej notki najbardziej niesprawdzoną częścią jest zagadka kryminalna, na którą ostrzyłam sobie zęby. Na pewno nie to jest "nocną pracą", a tak myślałam na początku.. Myślałam, że Nocna praca to może to dojrzewanie.. A okazało się, że jest to eufemizm polityczny. Zatem najbardziej zgadzam się z opinią przytoczoną na skrzydełku "Topolowi udało się coś szczególnego : opisując zabitą dechami wiochę, zdołał pokazać, ajk rozpadła się Czechoslowacja" ("Freitag").
Językowo niezła, tłumaczenie ok. Ale powieści o dojrzewaniu to nie dla mnie. Zwłaszcza o dojrzewaniu chłopców. Powinnam była to wiedzieć już przy nieudanej lekturze "Buszującego w zbożu". Ale to było tyle lat temu...
Podróż w głąb czasu

Jest 1947 rok, dwa lata temu zakończyła się wojna, która wciąż odciska piętno na życiu ludzi. Stykamy się z codziennym życiem osobistym i pracą  paru osób: Kay Langrish, kierowcy ambulansu, pięknej i słodkiej Helen Giniver, Vivien Pearce oraz jej brata Duncana. Jest w nich jakieś cierpienie, rozedrganie emocji, skrywanych smutków, których przyczyn jeszcze nie rozumiemy.

(...)

Ciąg dalszy w Niecodzienniku Literackim.

"Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy" - Sergiusz Piasecki

Powiedzieć, że Sergiusz Piasecki miał ciekawy życiorys, to w zasadzie, jakby nic nie powiedzieć. Współpracownik wywiadu (wczesne lata 1920-te), przemytnik (na granicy polsko- sowieckiej), kokainista, pod wpływem nałogu zajął się też działalnością rozbójniczą. Ta zaprowadziła go do więzienia (początkową karę śmierci zamieniono mu na 15 lat), które z kolei stało się dla niego początkiem kariery... literackiej. Jego zapiskami z czasów przemytniczych zachwycił się bowiem sam Melchior Wańkowicz, i to dzięki jego staraniom Piasecki mógł wydać swoją pierwsza książkę a następnie kilka lat przed upłynięciem wyroku opuścić gościnne podwoje więzienia na Świętym Krzyżu.

A to jeszcze nie koniec jego historii, ciekawe były również jego losy w czasie Drugiej Wojny Światowej, zainteresowanych odsyłam do Wikipedii (link).

 

“Kochanek Wielkiej Niedźwiedzicy” jest luźno oparty na wspomnieniach Piaseckiego z pogranicza w latach 1922-25. Oparty luźno, gdyż Piasecki darował sobie np. krępujące szczegóły związane z narkotykami, zamiast tego zabrał się za tworzenie legendy polskiego dzikiego Wschodu i Nocnych Piechurów w jednym (przemytnicy niestety nie mogli, z przyczyn technicznych być Nocnymi Jeźdźcami).

 

Gdyby zrzucić w głuchą jesienną noc z granicy welon mroku, zobaczylibyśmy ciągnące ku granicy partie przemytników. Idą po trzech, pięciu, nawet kilkunastu.(...) Są i parte uzbrojone, lecz jest ich bardzo mało, przemytnicy broni nie noszą. (...) Zobaczylibyśmy rekinów pogranicza- Chłopów z otriezami, karabinami, rewolwerami, siekierami, widłami, czyhających na zdobycz. (...) Zobaczylibyśmy wreszcie niezwykłą postać- człowieka, który samotnie przemierza pogranicze. (...) To szpieg (...) korsarz granicy. (s. 46).

Ciąg dalszy tekstu TU

sobota, 29 stycznia 2011
U martwych w Dallas - Charlaine Harris

Moda na wampiry wciąż jest, książek i filmów na ten temat coraz więcej. Ostatnio jest nawet moda na seriale z wampirami w rolach głównych i to nie jako przerażające bestie, przed którymi ludzie uciekają, ale jako atrakcyjnych pełnych namiętności kochanków. Nie, nie oglądałam serialu Czysta krew, bo pora mi nie odpowiada. Może kiedyś z czystej ciekawości obejrzę jakiś odcinek.

Wieki temu, jeszcze zanim zaczęli reklamować serial, przeczytałam Martwy aż do zmroku, który w porównaniu z innymi cyklami o wampirach wypada dość średnio, nie zainteresował mnie na tyle, by sięgnąć po następne części. Jednak kolejna część przyszła sama (no prawie ;D) do mojego domu. Stwierdziłam, że czemu nie, przy ambitnych lekturach przyjdzie ochota na coś lekkiego. Nawet zastanawiałam się, dlaczego nie miałam ochoty na kolejne tomy... Ale o tym na blogu.

czwartek, 27 stycznia 2011
"Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów" Joyce Carol Oates

Umówmy się - więcej tu szaleństwa niż nocy, chyba, że za noc uznamy mroki pomieszania zmysłów.




Zresztą to dość zabawne, bo tom opowiadań „Szalone noce! Ostatnie chwile wielkich mistrzów”, jakby nie patrzeć zatytułowany w sposób obiecujący wiele, ale w istocie swej niewiele oferujący, wprawił mnie w stan skonfundowania podobny temu, który towarzyszył lekturze „Nadobnej dziewicy”. Jedna kwestia pozostaje poza wszelką dyskusją – Oates ma co najmniej obiecujące pomysły na fabułę, które następnie w toku pisania rozmieniają się na drobne, tym samym tracąc swój pierwotny potencjał. To motyw przewodni „Szalonych nocy!”, do których przyciąga magia nazwisk bohaterów: Edgara Allana Poe, Emily Dickinson, Marka Twaina, Henry’ego Jamesa oraz (mnie akurat najmniej) Ernesta Hemingwaya. Oates wikła ich w przedśmiertne szaleństwa, które mogłyby stać się ich udziałem, ale jednak nigdy się nie stały. Zespala wątki biograficzne z fikcją, ale to właśnie fikcja tu króluje.

Cały wpis TUTAJ

środa, 26 stycznia 2011

LAST NIGHT IN TWISTED RIVER - John Irving

Akcja powiesci rozpoczyna sie w 1954r. i obejmuje ponad 50 lat wydarzen w miejscach takich jak Boston, Vermont, Iowa, Kolorado i Toronto. J. Irving ukazuje zycie pelne wypadkow, przemocy i braterstwa. Pierwszy paragraf ksiazki to opis utoniecia nastolatka zbyt mlodego i niedoswiadczonego na wykonywanie tak ciezkiego zawodu. Wypadek dziala depresyjnie na starego drwala Ketchuma rozpoczynajac caly ciag dlugiej historii - 554 strony drobnego druku zapoznaja nas z dziejami kucharza, jego syna, wnuka i dziesiatek bardziej lub mniej kolorowych osobowosci.

Dwunastoletni Daniel mieszka z ojcem Dominikiem Baciagalupo w odleglym miasteczku drwali pracujacych wzdluz  “Twisted River”.  Dominik stracil zone w malo rozsadnym wypadku na zamarznietej rzece i z nadgorliwoscia wychowuje swojego jedynaka. Kiedy Daniel przypadkowo zabija dziewczyne szalonego szeryfa, a kochanke Dominika zapada decyzja wyjazdu z miasteczka i rozpoczecie zycia pod nowym nazwiskiem, w nowych miejscach. Jak w przypadku wszystkich powiesci J. Irvinga  i “Last Night in Twisted River”  jest pelna niezapomnianych postaci. Jedna z najbardziej interesujacych jest Ketchum, ktorego losy i umiejnosci przez wszystkie te lata sa scisle zwiazane z Dominikiem i jego synem, przyszlym slawnym pisarzem.  Ze wzgledu na zawod glownego bohatera ksiazka jest bardzo kulinarna z wielka iloscia ciekawostek. Nie brakuje tez zachwytu nad talentem pisarskim mlodego Daniela, a po ilosci autobiograficznych wstawek nie trudno dojsc do wniosku, ze jest to samozachwyt samego Irvinga, zreszta zasluzony, bo chociaz ksiazka jest za dluga, nierowna to jak zwykle wciaga i zaciekawia. Jest to opowiesc o zyciu ze wszystkimi jego wzlotami i upadkami, niespodziewanymi wydarzeniami, relacja, ktora nas nie jednokrotnie zaskakuje potwierdzajac, ze nie zawsze jestesmy kowalami wlasnego losu.

 

wtorek, 25 stycznia 2011
Noc wyroczni
„Noc wyroczni” to pierwsza od dość dawna „prawdziwa książka”, którą udało mi się przeczytać. Nie poradnik, nie opowiadanie, czy ich zbiór, nie dramat, ale powieść – współczesna. Inne książkopodobne musiały poczuć lekkie uczucie zazdrości, kiedy obok nich stanęła prawdziwa Literatura. A i ja czułam onieśmielenie i chwilę zetknięcia z prozą Paula Austera odkładałam na później. Bałam się, że będzie to Sztuka – przez duże S dodaję dla tych, którzy nie zwrócili uwagi – a przez to bełkot, którego nie będę w stanie zrozumieć. Z drugiej strony, ktoś kto napisał i wyreżyserował Dym, Brooklyn Boogie i Lulu na moście, zasługiwał na to by poświęcić mu trochę czasu.
Na dalszy ciąg recenzji zapraszam na mój blog.
Tagi: Auster joanna
22:20, slowiarnia
Link Dodaj komentarz »
piątek, 21 stycznia 2011
Planowanie jest czynnością bardzo przyjemną.

Przystąpiłam ostatnio do swojego pierwszego, poważnego wyzwania literackiego. Mam nadzieję, że uda mi się przeczytać wszystkie książki z mojej skromnej listy mimo matury i wielu życiowych decyzji zaprzątających umysł. 

1. Mark Haddon "Dziwny przypadek psa nocną porą"
2. Nicholas Sparks "Noce w Rodanthe"
3. Erich Maria Remarque "Noc w Lizbonie"
4. Antal Szerb "Podróżny i światło księżyca"
5. Tarjei Vesaas „Wiosenna noc” lub "Nocne czuwanie" (o ile uda mi się je upolować w jakimś antykwariacie)

Tagi: plany
23:31, theodozy
Link Dodaj komentarz »
środa, 19 stycznia 2011

Bajka na dobranoc

"The Old Street Lamp" - Hans Christian Andersen

 Ilustracja Arthur Szyk

Dawno, dawno temu byla sobie stara lampa, ktora przez lata spelniala swe zadanie, ale nadszedl czas odejscia na emeryture. Z rana lampa miala pojawic sie w domu burmistrza na kontrole czy warto przedluzyc jej los, czy przetopic na cos innego.

Lampe naszlo uczucie strachu, co bedzie jesli przetopia ja w fabryce, czy wciaz bedzie pamietac starego stroza, ktory zawsze  ja czyscil i dodawal olej.

Na moscie lampa zauwazyla stojace trzy postacie, a z rozmowy wyniklo, ze kazda z nich chcialaby przejac obowiazki lampy. Jedna z nich to glowa sledzia, ktorej argumentem byla oszczednosc oleju, bo przeciez swieci luskami. Druga to kawalek sprochnialego drewna, ktore rowniez zapewni przeblyski w ciemnosci. Trzecia postac to swietliczek, ktorego szanse od razu zniweczono, bo swieci tylko w okreslonych godzinach.

W tej chwili wiatr nadszedl pedem zza rogu ulicy i zaczal wiac przez rozbite szyby starej ulicznej lampy.

"Muszę zrobic ci prezent na pozegnanie” – powiedzial wiatr. “Wwieje ci powiew co sprawi, ze bedziesz pamietac i patrzec na rzeczy jak prawdziwy czlowiek."

Wkrotce wyszedl za chmur ksiezyc, ale nie dal sie namowic na podarunek dla lampy, ona nic mu przeciez nigdy nie dala, wiec ukryl sie ponownie za chmurami.

Wtedy to jasna gwiazda spadla do lampy tworzac dlugie swiecace pasmo jako najpiekniejszy prezent i wszyscy doszli do wniosku, ze czas wracac do domu.

Rozmarzyla sie stara lampa, ze moze nadejda dni kiedy zamiast olejem bedzie wypelniona woskiem, chociaz nie bardzo wierzyla w lepsza przyszlosc.

Nastepnego ranka lampa zasiadla w fotelu dziadka w domu starego stroza. Stroz zwrocil sie bowiem do burmistrza z prosba o zatrzymanie ulicznej lampy, aby uniknac jej przetopienia. Od tej pory lampa rzucala swe swiatlo stojac w kacie kolo pieca i zadawalala serca starego stroza i jego zony, ktorzy dbali o lampe ponad 20 lat.

Pewnego razu lampa miala sen, ze wstawiono ja do pieca i z zelaza zrobiono swiecznik na woskowe swiece. Swiecznik stal na biurku poety w pieknym pomieszczeniu obwieszonym zdjeciami lasow, lak, bocianow i nieba.

"Jak wspaniale!" - powiedziala lampa po obudzeniu. "Nie bylo tak zle byc przetopiona, trzymalam swieczke woskowa, ale jednak jestem tutaj w starej piwnicy stroza, gdzie wszystko jest czyste i pelne zapasow oleju i tutaj jest mi tak dobrze."

I stara uliczna lampa poczula wielkie zadowolenie, na ktore w pelni zasluzyla.

H. Ch. Andersen napisal 168 basni, a w ta kraine  pierwsza wprowadzila go babka ze strony ojca. Kilka motywow z opowiesci babki zostalo wykorzystanych przez Andersena w jego utworach. Tworczosci dla dzieci poczatkowo nie traktowal powaznie, ale nie lubil, gdy jego basnie uznawano za dziela dla dzieci, bez glebszego sensu. Ironicznie to wlasnie basnie przyniosly mu slawe.

 

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 10