Zakładki:
Przeczytane
Uczestnicy
Tagi
Kategorie: Wszystkie | Bujaczek | Montgomerry | Plany | nie | poezja
RSS
niedziela, 16 stycznia 2011
"Plejady to gwiazdozbiór już październikowy..."

Mam problem z Iwaszkiewiczem. Doceniam go jako prozaika, dramaturga i poetę, ale zwykle omijam bardzo szerokim łukiem. Każde podejście do jego twórczości wywołuje u mnie poczucie wyobcowania. Przedzieram się przez zdania jak przez wąski tunel naszpikowany gwoździami. Zetknięcie z jego twórczością jest dla mnie równie przyjemne, jak spanie nago na nieheblowanych deskach.

Zwykle lubię twórców, którzy są dla mnie wyzwaniem. Początkowa niewygoda i chęć rzucenia o ścianę ich dorobkiem, często - po mozolnej i niewygodnej lekturze - zmienia się w moment olśnienia. "Ach, to tak!..." - mam ochotę krzyknąć w chwili takiej "iluminacji". Zapominam wtedy o trudach i cieszę się odkryciami, które roztaczają się przed moimi oczami (tymi wewnętrznymi, oczami duszy - jakby pewnie powiedzieli romantycy). Mam wtedy poczucie, że warto było przejść przez mękę, warto było uruchomić wszystkie pokłady cierpliwości, by przekopać nową ścieżkę w moim umyśle i odkryć nowe powiązania. Rozpiera mnie wtedy duma i entuzjazm - wynikające nie tylko z nowych odkryć, ale również z przezwyciężenia własnej słabości.

Przypomina to uczucie towarzyszące wejściu na szczycie wyjątkowo stromej góry. Podejście trudne, pięty popękane, pot lejący się z czoła i wydobywający się każdym porem skóry, kostki spuchnięte, trudno złapać oddech - o niczym wtedy się tak nie marzy, jak o stoczeniu się zboczem na sam dół - choćby zbocze było mało przyjazne. A jednak widok, który w takim momencie rozpościera się przed człowiekiem, jest w stanie zrekompensować mu pot, pięty, spuchnięcia i zabrać resztki oddechu.

Nawet to jednak nie było w stanie mnie zmobilizować do zdobycia szczytu, który nazywa się "Iwaszkiewicz". Z czasów licealnych pamiętam lekturę "Panien z Wilka" i "Brzeziny" - "och" i "ach", interpretacje mojej polonistki i porównania z Proustem, i medytacje nad pamięcią - mocno wydumane wówczas - przynajmniej moim zdaniem. Jeśli Proust był w stanie ożywić swe wspomnienia dzięki magdalence zanurzanej w herbacie z kwiatu lipy, to u mnie - na samo wspomnienie nazwiska "Iwaszkiewicz" - pojawiało się wspomnienie goryczy w ustach, jakiegoś niesmaku i zniechęcenia, które zaowocowało tym, że na studiach tego twórcę omijałam szerokim łukiem. I nie pomógł Wajda, zachwyty, kontrowersje, spekulacje i wznowienia.

Ale jakiś czas temu, szukając książek do nocnego wyzwania, znalazłam na półce, zakurzony i dotknięty zębem czasu, wyłowiony kiedyś tam za śmieszne pieniądze w antykwariacie, tom opowiadań Iwaszkiewicza. I powróciło wspomnienie goryczy. I coś jeszcze... Z zakamarków pamięci, zakurzona jak książka, którą trzymałam w rękach, wróciła fraza jedynego bodajże wiersza tego twórcy, który zrobił na mnie wrażenie - Plejady to gwiazdozbiór już październikowy...

Sięgnęłam po resztę. Z sentymentu dla frazy, a przede wszystkim - z sentymentu dla własnych kontemplacji nieba. Nie rozpoznaję zbyt wielu gwiazdozbiorów, ale wśród tych, które zawsze znajdę na jesienno-zimowym niebie, będzie Orion. Kiedy byłam dzieckiem, towarzyszył mi w późnych powrotach ze szkoły. Patrzyłam na niego, kiedy szłam słabo oświetloną ścieżką przez zagajnik. Pomagał - wiem, że to irracjonalne - opanować mi mój lęk przed ciemnością. Zapamiętałam, że zawsze szedł w tym samym kierunku, co ja.

Orion ma związek z historią powstania gwiazdozbioru, w który zapatrzył się Iwaszkiewicz. Według jednej z wersji mitu - Plejady miały być pięknymi nimfami, córkami Atlasa i Plejone, które ścigane przez tego niezłomnego myśliwego, błagały Zeusa o ratunek. Ten przeniósł je na sklepienie niebieskie - gdzie, jak pisze Parandowski "swoim zjawieniem się w maju zapowiadają wiosnę i czas bezpiecznej żeglugi".

I oto pojawia się wyznanie, na które - jak myślałam - nigdy się nie zdobędę. Lubię Plejady Iwaszkiewicza. Urzeka mnie w nich plastyczność obrazu, w którym są barwy, dźwięki i zapachy mojej ulubionej pory roku. Melodia tego wiersza niesie ze sobą wspomnienie ciepła, woni butwiejących liści, wilgotnej ziemi, wieczornej ciszy, kiedy siadałam na ganku przed domem i w skupieniu przyglądałam się pierwszym wschodzącym gwiazdom na jesiennym niebie.

Jednocześnie spojrzenie w jesienne niebo i jesienny pejzaż staje się dla poety punktem wyjścia dla medytacji o Przemijaniu. Zapadający wieczór, jesienna pora, pełne stodoły, i brama, przez którą mamy wejść nie odwracając głowy - możemy to czytać jako znaki Schyłku i Odejścia z tego świata. Październik to bezpieczna zadumana pora - chcielibyśmy zatopić się w tym obrazie, który tworzy poeta, ale jednocześnie - już wers później - on sam rozwiewa nasze nadzieje - Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy: blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora.

Nie jesteśmy w stanie - za żadną cenę - zatrzymać tego procesu. Nasze słowa nie są w stanie wstrząsnąć biegiem czasu. Zatem - przemijamy,  bezsilni i krusi, poranieni jak jesienne liście. A wraz z naszym odchodzeniem, przemijają nasze uczucia i wspomnienia. Wobec tej prawdy zostajemy sami - pozbawieni zabezpieczeń, których chwytamy się na co dzień - wiary, nadziei, miłości. Wśród zapadającej nocy, która zasłania nam ścieżkę Przyszłości, pytamy o Sens i o Szczęście.

Iwaszkiewicz - ze spokojem - mówi o przemijaniu Wszystkiego - nas, uczuć, pór roku. Jesień powróci - za rok, ale to już nie będzie TA sama pora roku, którą ogląda i subtelnie opisuje poeta. Rozpoznając jej oznaki, nie będzie w stanie jednocześnie przywrócić jej tych samych kształtów. On też się zmieni.

Ten spokój, który poeta przeciwstawia zwykłym wobec Przemijania uczuciom rozpaczy i buntu - również mi się podoba. Urzeka mnie godność z jaką podejmuje temat dla każdego nieuchronny. Jest bowiem w tym tekście smutek, ale jest też pogodzenie się z losem. Jest w nim też nadzieja - że wśród połamanych brzóz i pobitych lutni, można odnaleźć szczęście - nawet jeśli jest iluzoryczne i wypływa jedynie z naszej wiary w jego istnienie.

Iwaszkiewicz nie odkrywa żadnej nowej drogi. Pisze o przemijaniu, jak wielu innych przed nim. Ale jednocześnie - idąc doskonale wydeptaną ścieżką - jest w staniespojrzeć na nią w sposób indywidualny, tylko sobie właściwy.

Nieskładny jest ten wpis (jak zwykle, gdy piszę o poezji) - ale tak wiele myśli mi krąży po głowie. To tylko kilka moich impresji, rzuconych na gorąco w przestrzeń. Tylu wrażeń, które we mnie budzi ta poezja nie umiem jeszcze nazwać - jedynie je przeczuwam. Ale wiem, że podoba mi się jej melodia i że będę do niej wracać.

Zatem - mogę powiedzieć, że pierwszy klin w moje zdobywanie szczytu "Iwaszkiewicz" został wbity. A tomik jego opowiadań, wytarty z kurzu, leży na łóżku obok innych książek, które lubię - budząc się w nocy - mieć przy sobie. Jeszcze go nie otwieram, jeszcze na języku trwa wspomnienie goryczy - teraz złagodzone "smakiem" Plejad.

A Wy co widzicie w tym wierszu? Doświadczenie przemijania? Odgłosy przeszłej wojny? Medytację nad sensem miłości? A może coś jeszcze innego?

O czym Wy myślicie patrząc nocą w niebo?

 

 

Plejady

I

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Błyszczą jak winne grono wśród innych gwiazd roju,

W ich świetle las pożółkły niby rumak płowy,

Co polem do srebrnego biegnie wodopoju.

I zdaje się, że w cieniu popielatym sarny

Przebiegają przez ruczaj lub stojąc słuchają,

Jak srebrne lustro wody brzeg odbija czarny

I fletnie białych brzózek, gdzie liście śpiewają

I opadając krążą. A namiętność moja

Niby łania nad źródłem pochyla swą szyję

I tylko jej odbicie lodowego zdroja

Mówi, że chociaż wątła, ale jeszcze żyje.

II

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Po szafirowym niebie płynie jak baranki,

Ponad drzew skrytych nocą oniemiałe głowy,

Ponad brzóz skamieniałych pozłociste pianki.

Powracam do milczenia i słodyczy nieba,

Które płaszczem jesiennym pełnym gwiazd połyska.

Pełne stodoły złota, stoły pełne chleba

I skrzypi na zawiasach gwiaździsta kołyska.

Za chwilę i na ziemi wszędzie będzie biało.

Lekki chłód noc cienistą jak igłą przenika.

I śni mi się już tylko jakieś jasne ciało

Przykryte złotą tkanką planet października.

III

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Spokojnym tokiem płynąc losy twoje iści.

Powoli wyjdź przed bramę, nie odwracaj głowy,

I zerwij parę złotych, poranionych liści.

Proch ci zostaje w dłoni, rozwiewa się, ginie,

I słyszysz tylko ogród, co dyszy jak chory.

Złociste liście zginą i jesień ta zginie,

I złe — i dobre nawet — miną gwiazdozbiory.

Więc po cóż nam — jak gwiazdom zagubionym

w mroku

Spalać się ogniem wiecznie, kiedy chłód nas czeka?

Po cóż świecą plejady i łzy w twoim oku,

Gdy je ogarnia czarna przemijania rzeka?

IV

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy.

Październik to bezpieczna, zadumana pora.

Na czarnej ścianie nieba ślad karabinowy:

Blaski gwiazd pełne lęku i pełne wieczora.

A my tu biegu ziemi ani przemijania

Słowami nie wstrząśniemy. Stoimy bez siły.

Noc czarnym płaszczem swoim ścieżkę nam zasłania,

Wiara, nadzieja, miłość już nas opuściły.

Odeszliście daleko. A ja, choć zostałem,

Wydają się zgubiony wśród ciemnych gwiazd mżenia.

I cóż nam pozostaje na okręgu całym?

Już nic: zagasłe słowa i nieme spojrzenia.

V

Plejady to gwiazdozbiór już październikowy:

Wypływa nad horyzont ciemno i okrutnie

I patrzy na schylone, zadumane głowy,

Na połamane brzozy i pobite lutnie.

Przechodzi i o świcie drży nad moim domem,

Posyła promień cichy, ale przenikliwy,

I głosem mówi do mnie, i takim znajomym,

Że może jest kto jeszcze na świecie szczęśliwy.

Szczęśliwy, który kocha; szczęśliwy, kto wierzy;

Szczęśliwy... albo tylko tak jemu się zdaje...

Szczęśliwy, który łąką o świtaniu bieży

I na jesiennym niebie widzi gwiazdy maja.

Dom tysiąca nocy - Maja Wolny


Piękna książka, cieszę się, że udało mi się ją wygrać :) i że tak szybko nadarzyła się okazja jej przeczytania.

To bardzo dobry wybór na czytanie nocą, wtedy nic nas nie rozprasza i nie odciąga uwagi od tej opowieści.

Więcej u mnie :)
20:35, maniaczytania
Link Dodaj komentarz »
piątek, 14 stycznia 2011

"A Darkness More Than Night" - Michael Connelly

Harry Bosch, bohater innych ksiazek autora tym razem wydaje sie byc drugoplanowym bohaterem, dodatkiem do dzialan bylego agenta FBI Terry McCaleba znanego z ksiazki "Blood Work". McCaleb nie potrafi zyc bez pracy detektywistycznej i pomaga w rozwiazaniu morderstwa, ktore wydaje sie byc dzielem seryjnego mordercy. Bosch w miedzyczasie zaswiadcza w sadzie w sprawie zamordowanej aktorki. Oczywiscie losy Boscha i McCaleba zbiegaja sie, zmieniaja kursy, prowadza do niewlasciwych wnioskow, co z koleji prowadzi do wielu skomplikowanych, krwistych wydarzen.

"Darkness More Than Night" opisuje ukryte zakamarki ludzkiego serca, i tak jak w obrazie H. Boscha "Ogrody rozkoszy ziemskich" ukazuje ludzkie oblicze w najgorszej formie.

Harry Bosch pod koniec ksiazki stwierdza: "We do what we have to do. Sometimes you have choices. Sometimes there is no choice, only necessity. You see things happening and you know they're wrong but somehow they're also right." Ale czy stroz prawa moze brac sprawiedliwosc we wlasne rece kierujac sie wlasnymi zasadami i przekonaniami? 

"Noc profesora Andersena" Dag Solstad

Dag Solstad to pisarz budzący kontrowersje swoimi książkami, o czym dowiedzieć można się ze wstępu przygotowanego przez panią tłumaczkę. Tak samo jak w przypadku innych pozycji wydanych przez Smak Słowa, które miałam przyjemność czytać, wstęp jest jednym z najmocniejszych punktów książki – interesujący, bez psucia przyjemności w poznawaniu fabuły opisujący główne motywy, na które warto zwrócić uwagę czytając. Zastanawiam się, czy nie lepiej jeszcze byłoby umieszczać tego typu komentarze w posłowiu, aby nie sugerować czytelnikowi, którym torem mogłyby (nie chcę tu używać słowa „powinny”) zmierzać jego myśli podczas lektury. Na koniec jednak byłoby to fantastycznym dopełnieniem całości. W przypadku „Nocy profesora Andersena” krótki tekst Doroty Polskiej zawierający jej (tak myślę) interpretację zachęca do czytania i narobił mi dużo smaku na czytanie.

Całość recenzji na moim blogu. Zapraszam!

19:56, mandzuria23
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 13 stycznia 2011
Blogosfero witaj, czyli tytułem wstępu.

To moje pierwsze słowa w blogosferze:-). Poruszam się w wirtualne przestrzeni od jakiegoś czasu czytając- nałogowo wręcz -Wasze blogi, nie staczało mi jednak odwagi na to, by założyć własny. Kiedy jednak Padma ogłosiła to wyzwanie i zaprosiła wszystkich, również tych niepiszących, do gromadnego przyłączania się do akcji, pokusa okazała się zbyt silna. Postanowiłam zmierzyć się z wyzwaniem i z niemej obserwatorki przedzierzgnąć się, choć na chwilę, w aktywną blogerkę:-).

Ale do rzeczy! W ramach wyzwania przeszukałam dokładnie swoją domową biblioteczkę i mam zamiar rozprawić się z tym, co leży na półkach i domaga się przeczytania. I tak oto wygrzebałam:

- Virginia Woolf, Noc i dzień

- Jose Donos, Plugawy ptak nocy

- Pascal Mercier, Nocny pociąg do Lizbony

- Haruki Murakami, Po zmierzchu

- Olga Tokarczuk, Dom dzienny, dom nocny

- Sarah Waters, The night watch

- Antal Szerb, Journey by Moonlight

Na półce prężą się tez dumnie "Wieczory kaluki" i "Płonące świece" ale ponieważ przeczytałam te ksiązki jakiś czas temu i wrażenia nieco się zatarły, pozostawię recenzowanie tych pozycji tym z Was, którzy będą świeżo po lekturze. Nie zobowiązuję się do przeczytania wszystkich wymienionych tytułów, ale na pewno będzie to coś z powyższej listy.

A teraz dziękuję za uwagę i pędzę czytać! No i mam nadzieję,że moja przygoda z blogosferą nie skończy się na tym wpisie:-).

środa, 12 stycznia 2011
William Szekspir, Wieczór Trzech Króli albo co chcecie.

wieczór trzech króli

wydawnictwo W Drodze

Poznań 1994

przekład stanisław Barańczak

oprawa miękka



Z przyjemnością wróciłam do „Wieczoru Trzech Króli” w przekładzie Stanisława Barańczaka. Serię kolekcjonowałam będąc na studiach. Wówczas zaczytywałam się w Szekspirze bez pamięci.

To wspaniała miłosna komedia omyłek, gdzie odnajdziemy sporą dawkę humoru. Akcja komedii toczy się w fikcyjnej krainie o nazwie Illyria. Główna bohaterka to Wiola, która po zatonięciu statku traci kontakt ze swoim bratem bliźniakiem Sebastianem. Jako kobieta samotna, młoda i piękna zdaje sobie sprawę, że narażona jest na niebezpieczeństwa. Wobec tego decyduje się grać rolę mężczyzny i zaciąga się na służbę do księcia Orsino. Ten jest kawalerem przystojnym zakochanym po uszy w Oliwi. Ta jednak jest pod wielkim urokiem młodzieńca przynoszącego od księcia liściki miłosne. Wkrótce Sebastian szukający siostry spotyka Oliwię i zakochuje się w niej. Dla kobiety Viola i Sebastian staje się jedną i tą samą osobą. Z kolei Viola nagle zakochuje się księciu Orsino.

Wszystko oczywiście kończy się szczęśliwie. Nic dziwnego, że komedia, która powstała w roku 16000 cieszy się nadal popularnością. Powstało wiele spektakli i ekranizacji filmowych. Świetna zabawa!

SŁOWEM MALOWANE

Słowiańsko-germańska noc

Stasiuk NocKiedy myślę o tej książce przypomina mi się akwaforta Goi, głównie może z tytułu – „Gdy rozum śpi budzą się upiory” (ten tytuł jakoś zawsze to tłumaczenie bardziej działało na moją wyobraźnię niż „Gdy rozum śpi budzą się potwory”). Tym razem nie chodzi jednak o ciemną noc inkwizycji, ale o noc w stosunkach polsko-niemieckim i noc w sensie dosłownym. Noc jako pora doby właśnie przeznaczona do odpoczynku, kiedy nasza świadomość spokojnie śpi, a do głosu dochodzi podświadomość.

Właśnie nocą banda polskich złodziei wyrusza na wypad do Niemiec. Kradną samochody i brylanty. Są niemieckim koszmarem, tym co Niemcom jako pierwsze kojarzy się Polską. W czasie takiego wypadu niemiecki jubiler broniąc swojego majątku strzela i zabija jednego z członków bandy. Zwłoki chłopaka wracają do polski w zalutowanej trumnie.

Zapraszam na dalszy ciąg na mój blog.

09:34, slowiarnia
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 11 stycznia 2011
Co komu pisane?

Noc i ciemność to nie pora doby lub koloryt, lecz stan wnętrza człowieka, skumulowanych zachowań, pozornie nieosiągalnych  marzeń, zazdrości, niezadowolenia. Mroki duszy wychodzą na wierzch pod wpływem impulsu, zachęty drugiego człowieka, bo znajdzie się sprzyjająca okoliczność. Zawsze jednak jest to dokonany wybór.

(...)

Ciąg dalszy na blogu.

Plany i (już) pierwsze porażki

Witam wszystkich,

Zacznę od książek które już zaczęłam czyta w ramach wyzwania, ale które z różnych przyczyn wylądowały z powrotem na półce.

1. "Tales of the Night " Petera Hoega

skusiło mnie nazwisko autora kultowego skandynawskiego kryminału "Smilla w labiryntach śniegu". Książka zawiera dość długie opowiadania dziejące się jednego dnia w 1929 roku, a traktujące o miłości w różnych jej przejawach. tak naprawdę zaś są to postmodernistyczne zabawy z literaturą. Już pierwsze rozłożyło mnie na łopatki, gdyż autor bierze na warsztat "Jądro ciemności", jednym z bohaterów czyni Josepha Conrada (żeby jeszcze spiętrzyć nawiązania literackie nazywa go Józefem K.), po czym radośnie wziął się za przepisywanie "Jądra ciemności", wkładając obszerne cytaty w usta bohaterów. Pech chciał, że właśnie skończyłam lekturę oryginału i jeszcze do końca nie poukładałam sobie wrażeń.

Kolejne opowiadanie, o spotkaniu młodego tancerza z islamskim mnichem, które zawiera w sobei kolejną historię, młodego człowieka imieniem Andreas również mnie nie wciągnęło, więc uznałam, że odkładam lekturę na lepsze czasy. Nie wiem, czy nastąpią one przed zamknięciem wyzwania.

 

2. "The widow had a gun" George'a H. Coxe'a

To klasyczny kryminał w stylu Chandlera czy Gardnera. Akcja zawiązuje się w nocy. Kent Murdock- szef działu graficznego wychodzi późnym wieczorem z pracy, chcąc udać się jak zwykle "na jednego" do okolicznego baru. Jutro ma być wielki dzień dla gazety- ma ona zacząć publikować cykl artykułów obnażających powiązania lokalnych grubych ryb z mafią.

Po drodze spotyka on jedną z tych grubych ryb zmierzającą na spotkanie z redaktorem naczelnym- Palmerem. Po powrocie do domu przeżywa niespodziewany nalot kochanki Palmera (a swojej kumpeli) Lucille, którą ten ostatni tak nagle i niespodziewanie wyrzucił w domu, że nie zdążyła się ubrać i przyszła po pomoc w samym futrze narzuconym na halkę.

Po wyjściu Lucille kolejne atrakcje- telefon od żony Palmera -Anne (również wieloletniej znajomej Kenta Murdocka) z wołaniem o pomoc. Po przybyciu na miejsce okazuje się, że Anne jest zamknięta w szafie, a na podłodze leży trup Palmera.

A noc się jeszcze nie skończyła...

Problem z tą książką polegał dla mnie na tym, że czytałam ją po niemiecku, co spowalnia u mnie lekturę o jakieś 50%. Dlatego szansę na dokończenie maja książki dobre, lub co najmniej wciągające. A książka Coxe to taki chłamek raczej, więc po tym, jak skończyła się noc, zaczęło się z natury rzeczy nudniejsze śledztwo, a ja zasnęłam nad lekturą, postanowiłam sobie dać spokój z tą książką.

i nawet nie sprawdziłam, kto zabił:).

A teraz lista ksiażek, które jeszcze przede mną:

Plugawy ptak nocy- Jose Donoso

Płonące świece- Bella Chagall

Jezioro Księżycowe- Eudora Welty

Makbara- Juan Goytisolo

Mam nadzieję, że ze bedzie u mnie coraz lepiej z kończeniem lektur:)

 

Notka opublikowana równiez na moim blogu.

 

 

 

"Zmierzch" Johan Theorin

.

Lata siedemdziesiąte, Olandia - pięcioletni Jens zostaje pod opieką dziadków. Korzystając z ich nieuwagi wyrusza w alvaret - stepową roślinność porastającą wyspę - i nigdy nie wraca. Mimo szeroko zakrojonych poszukiwań chłopca nigdy nie znaleziono. Julia, jego matka, przez dwadzieścia lat nie pogodziła się z utratą syna. Pewnego dnia kontaktuje się z nią jej ojciec - Gerlof - twierdząc, że trafił na nowy trop Jensa. Julia rusza na rodzinną wyspę, gdzie angażuje się w prywatne śledztwo ojca.

Jak to możliwe, że kolejny skandynawski kryminał potrafi zainteresować czytelnika? Niewątpliwie największym atutem książki jest tło wydarzeń - specyfika wyspy, jej surowej natury, urwistych brzegów, morza. Akcja rozgrywa się jesienią więc nie brak tu zimna, deszczu, ulew, mgły. Theorin opisuje także przemiany społeczne na wyspie, która rozwinęła się z centrum rybołówstwa w mekkę urlopowiczów. Największy wpływ na rozwój wyspy miała budowa mostu łączącego Olandię ze stałym lądem. Ułatwiła ona exodus mieszkańców, spowodowała wyludnianie wiosek oraz ich okresowy powrót do życia w okresie urlopowym.

Najistotniejsza jednak w "Zmierzchu" jest, rzecz oczywista, intryga kryminalna. Początkowo Theorin nie spieszy się z wprowadzaniem czytelnika w zawiłości śledztwa - stwarza wręcz wrażenie, że wszystko jest jasne, a sam dąży tylko do ukazania szczegółów zaginięcia chłopca. W pewnym momencie jednak akcja tak przyspiesza, że kolejne zdania trzeba niemal połykać, by zobaczyć, jak autor wybrnie z narzucającego się prostego wytłumaczenia zaginięcia Jensa. Zdradzę wam tylko, że uda mu się to całkiem nieźle, a zakończenie na pewno was zaskoczy.

Theorin używa krótkich, dosadnych zdań. Rozdziały również nie są zbyt długie, układają się naprzemiennie: autor przenosi nas wstecz w co drugim rozdziale. Wszystkie te zabiegi przyspieszają czytanie, "przywiązują" czytelnika do książki.

W gruncie rzeczy trudno znaleźć w kryminale Szweda coś odkrywczego. Stosuje on sprawdzony, skandynawski przepis na dobrą, wciągającą powieść. Po przeczytaniu kilku recenzji nastawiałam się na rewelację, dostałam naprawdę dobrą rozrywkę, ale bez fajerwerków.

Recenzja opublikowana również na moim blogu

Tagi: anna
00:28, abiela
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 10 stycznia 2011

Oracle Night - Paul Auster

Bohaterem powiesci jest pisarz Sidney Orr (amerykanizacja polskiego nazwiska Orlowski), ktory po dlugiej chorobie powraca powoli do zdrowia. Podczas jednego z codziennych spacerow natrafia na nowy sklep papierniczy, w ktorym kupuje niebieski notatnik i zaczyna pisac w nim szkic nowej powiesci. Za rada swego mentora i przyjaciela, Johna Trause, Sidney bazuje swoja historie na bohaterze z ksiazki Dashiella Hammetta ”The Maltese Falcon”, ktory pewnego dnia unikajac smiertelnego wypadku postanawia zmienic swoje zycie.  Zarowno Sidney jak i Trause uwazaja, ze historia Hammetta jest wyjsciem do nieskonczonych pisarskich mozliwosci i tak powstaje bohater Nick Bowen nowojorski edytor, ktory pewnego dnia otrzymuje nieopublikowany rekopis znanej, zmarlej pisarki. Bowen w drodze do domu ledwo unika smiertelnego wypadku i decyduje porzucic dotychczasowy styl zycia, wyjechac i zaczac wszystko od poczatku.  

Ksiazka Austera skonstruowana jest w trzech poziomach: pierwszy prezentuje pisarza, ktory tworzy powiesc; drugi poziom to bohater pisanej powiesci- edytor czytajacy rekopis zwany "Oracle Night" i trzeci poziom -przypisy wyjasniajace fakty z zycia poszczegolnych bohaterow. W ciagu kilku dni akcji i duzej ilosci nowych wydarzen czytelnik poznaje nie tylko losy bohatera nowej ksiazki Sidneya, ale takze jego osobiste zycie, ktore z dnia na dzien staje sie coraz bardziej skomplikowane i zmuszajace go do odpowiedzi na pytania, ktorych przez lata unikal.

Warstwowy podzial powiesci splata przeczucia, miejski mistycyzm, urok prawie zapomnianych, nadprzyrodzonych mocy a wszystko to za pomoca pisarskiej wyobrazni.
Mimo wszystkich tych oszalamiajacych wydarzen "Oracle Night" jest zaskakujaco wyciszona. To dlatego, ze powiesc w powiesci nie jest prawdziwa powiescia, a autor odkrywa, ze prawdziwa tajemnica wiaze sie z najblizsza mu osoba. 

Ksiazka P. Austera to rodzaj badania probujacego odpowiedziec na pytanie dlaczego piszemy i jakiego rodzaju sile posiada proces pisania. Jest to trudne pytanie, ale z pewnoscia intrygujace i P. Auster podaje mistrzowskie wskazowki dla odpowiedzi. Czy jest mozliwe, ze podswiadomie Sidney przewidzial caly ten lancuch wydarzen i tylko zapisuje je jako fikcyjna historie? P. Auster traktuje to jako  kluczowe pytanie w "Oracle Night". Trause, z ktorym Sidney konsultuje sie przez prawie cala powiesc twierdzi: "zyjemy w terazniejszosci, ale przyszlosc jest w nas w kazdym momencie". 

A. Christie "Noc w bibliotece"

Autorki klasycznych powieści kryminalnych nie trzeba nikomu przedstawiać (chyba że młodszemu pokoleniu, które mało czyta, niestety). Klasyka to klasyka, co tu dużo mówić. Tak więc, będzie bardzo krótko. W bibliotece pewnej rezydencji znajdują ciało młodej dziewczyny, której nikt z mieszkańców nie zna. Rozpoczyna się śledztwo, z pomocą wkracza panna Marple, detektyw-amator, ktorą spotkamy w wielu powieściach Christie, a uważny czytelnik ma szansę na samodzielne rozwiązanie zagadki (a przynajmniej na wskazanie mordercy). Czyta się błyskawicznie i tu trzeba uważać, by nam jakiś ważny szczegół nie umknął. Bardzo przyjemnie spędzony czas - aż nabrałam ochoty na więcej.

W kwestii nocy: akcja w sumie toczy się za dnia, nocą zostaje jedynie popełnione morderstwo, o którym na początku nic nie wiemy, oraz również nocą wiele się wyjaśni. Taka klamra: noc-zagadka i noc-rozwiązanie, a w środku wyścig czytelnika z autorem przy dopasowywaniu elementów układanki. Fakt, że w oryginalnym tytule (The Body in the Library) nie ma nocy, moim zdaniem niczego tu nie zmienia - czy zastanawiamy się nad tym, do kogo należy i skąd się wzięło ciało, czy nad tym, co się działo owej nocy, chodzi o to samo.

1 ... 6 , 7 , 8 , 9 , 10